Post o Casu Marzu czyli „żywym” serze z Sardynii przeznaczony jest tylko dla czytelników o mocnych nerwach, a w zasadzie to … żołądkach:). Jeśli dacie radę czytać o zajadaniu się serem z żywymi robakami to zapraszam dalej!

W czasie podróży po Sardynii w 2011 roku miałam okazję spróbować sera Casu Marzu, który jest jest prawdziwym sardyńskim smakołykiem:). Bez urazy, ale to to po prostu zgniły i cierpki w smaku ser, ale o dziwo – niezwykle delikatny i (o zgrozo!) nafaszerowany larwami muchówki Piophila casei, zwanej muchą serową!

Półprzezroczyste, białe czerwie, mają około 8 mm długości i potrafią skakać na wysokość do 15 cm, dlatego podczas jedzenia sera, zaleca się osłanianie oczu!

Dobrze przeczytaliście – takie małe, a mogą wskoczyć Wam do oka, więc nie uchylajcie się nad nimi aż tak bardzo. To właśnie obecność żywych larw świadczy o przydatności sera do spożycia, martwe czerwie oznaczają, iż ser stał się  toksyczny. Dlatego spożywany jest tylko „żywy” ser. Sami zobaczcie.

Jak powstaje Casu Marzu

Aby wyprodukować Casu Marzu sardyńscy serowarzy pozostawiają Pecorino Sardo (Fiore Sardo) na świeżym powietrzu, pozwalając muchom serowym znieść w nim jaja, z których wkrótce wyklują się larwy powodujące coś więcej niż tylko fermentację (rozpad gnilny). Uhuuuuuuuuuuu, już widzę Wasze miny:).

Gotowy Casu Marzu kroi się, a raczej rozsmarowuje się na sardyńskim chlebie Pane Carasau i podaje z mocnym, czerwonym winem Cannonau. Jego tekstura jest bardzo miękka i wilgotna, sączy się bowiem z niego płyn zwany „lagrima” – co oznacza „łzy”.

Sardyńczycy wierzą, że Casu Marzu jest afrodyzjakiem:).

Ze względu na unijne regulacje higieniczno – zdrowotne, produkcja Casu Marzu była przez pewien czas nielegalna, jednak pomimo widma wysokich grzywien, zawsze można było kupić ten ser na czarnym rynku (osiągają cenę dwukrotnie wyższą niż tradycyjny Pecorino). Dziś, dzięki innemu przepisowi unijnemu, traktującym Casu Marzu jako „tradycyjny wyrób żywnościowy” jego produkcja znów jest legalna.

Casu Marzu, żywy ser z Sardynii

Czy to da się zjeść ?

No cóż… przetestowałam osobiście, ale nie ukrywam – dla odwagi najpierw była lampka wina:). Celowo wzięłam kawałek sera z larwami (naprawdę to zrobiłam????) i wiecie co, ser był pyszny! A larwy były naprawdę malutkie.

Wiele osób przed zjedzeniem sera wyciąga z niego larwy. Inni wzięli się na sposób i wkładają kawałek sera do woreczka, który się zamyka, a po chwili – pod wpływem braku tlenu larwy same wyskakują z sera:). Jednak specjaliści twierdzą, że z larwami smakuje najlepiej.

A gdy wróciłam z wyprawy do domu, zaczęłam szukać dodatkowych informacji na temat Casu Marzu i oto, co znalazłam: … „Larwy po zjedzeniu mogą dość długo przeżyć w ludzkich jelitach i powodować przewlekłe infekcje. Jednak mieszkańcy Sardynii, spożywają Casu Marzu bez problemów od setek lat”.

Czy to mnie uspokoiło? Bynajmniej. Ale … minęło parę lat i jakoś daję radę, więc może kapka sardyńskiego Mirto, którą wypiłam po „żywym” serze zrobiła swoje?

Inne sery z robakami we Włoszech

A na koniec, prócz Sardynii także w innych rejonach Włoch produkuje się sery z larwami, są to:

  • Marcetto lub cace fraceche w Abruzji
  • Gorgonzola co-i grilli w Ligurii
  • Salterello we Friuli-Wenecja Julijska
  • Furmai nis (formaggio Nisso) w  Emilia Romania
  • Frmag punt w Apulii
  • Casu du quagghiu w Kalabrii
  • Cacie’ Punt (formaggio punto) w Molise

 

Jeśli lubicie eksperymenty to zachęcam, wypytujcie na Sardynii o Casu Marzu. To dopiero dreszczyk emocji przy jedzeniu sera.

Więcej Sardynii?

Jeśli masz ochotę dowiedzieć się czegoś więcej o Sardynii zapraszam Cię do moich kolejnych artykułów.

Masz konto na Pinterest? Przypnij poniższy obrazek do swojej tablicy, aby nie zapomnieć o Casu Marzu, gdybyś przypadkiem miał ochotę go spróbować przy okazji pobytu na Sardynii.

Casu Marzu, Sardinia

Jeśli potrzebujesz pomocy w znalezieniu praktycznych informacji o Italii, zapraszam Cię do mojej grupy na facebboku: Moje wielkie włoskie podróże, którą w lipcu 2017 wyróżnił Magazyn Glamour, jako jedna z naciekawszych grup na FB.

Buon appetito! I na pohybel larwom!
Magda

Frutti di mare
Previous post
Frutti di mare - owoce morza - co jest czym we włoskim menu
Co musisz wiedzieć zanim wyjedziesz do Rzymu
Next post
10 rzeczy, o których musisz wiedzieć jadąc do Rzymu

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back

CIAO! TU MAGDA

OFERTA KONSULTACJI I PLANÓW PODRÓŻY

POTRZEBUJESZ SAMOCHÓD?

MARZYSZ O REJSIE WE WŁOSZECH?

KUP AUTENTYCZNE WŁOSKIE PRODUKTY

MOJA GRUPA NA FACEBOOKU

APARTAMENT DLA 2-3 OSÓB W SINALUNGA

Apartament Daiana w Sinalunga

ITALIA POZA SZLAKIEM NA INSTAGRAMIE

  • W nocy Piazza delle Erbe czyli plac ziół nareszcie odzyskuje spokój i blask. 
Taką Weronę lubię najbardziej.
  • 🍋Spacer z Varenny doprowadził mnie do sąsiedniego miasteczka, gdzie z hukiem spływa z gór rzeka Fiumelatte. 🍶Fiume oznacza rzekę, latte mleko, tak faktycznie wygląda ta rzeka, wściekłe spieniona przybiera biały kolor niczym mleko. 🍋Kilka kroków dalej natknęłam się na to cudo, niczym z ogrodów Boboli we Florencji.
  • 🗿Może to dziś? Może dziś Alfonso wreszcie do mnie wyjdzie? 🗿A ty nadal myślisz, że on kiedyś przyjdzie po ciebie? Zdejmie z ciebie to zaklęcie i odjedziecie ku szczęściu? 🗿Oczywiście! Każdego dnia! Ja wiem, że on tam jest, zaklęty w kamień, jak ja, ale znajdzie sposób, aby nas z tego uwolnić. 🗿Marzycielko! My już na zawsze będziemy skamieniałe. I my i oni. A z tej loggii nikt po ciebie nie wyjdzie. 🗿Co ty tam wiesz! Przekonasz się! Pewnego dnia obudzisz się, a mnie nie będzie koło ciebie, zobaczysz! A potem będzie do końca świata żałować, że przestałaś marzyć.

______________________

Villa Balbianiello, Lenno, jezioro Como. 
_______________________

Ja myślisz, ktoś kiedyś ją odczaruje z tego zaklęcia?
  • Varenna 🥭🍋 nad cudownym jeziorem Como.
  • Burano. Tylko wiatr poruszał materiał w drzwiach. Było słychać wyłącznie ten szum, ludzie zniknęli gdzieś w innych uliczkach.
  • Jedni pracują za biurkiem, inni wiosłują.
  • ❤️Piękne Aggius o zachodzie słońca. To nie jest popularne miasteczko wśród polskich turystów przyjeżdżających na wyspę, bo nie leży bezpośrednio nad morzem lecz wcale nie tak daleko od linii brzegowej. ❤️Jeszcze ćwierć wieku temu, gdy na wyspie działały lokalne grupy bandytów, także na ulicach Aggius miały miejce pewne porachunki. ❤️Dziś ślady tej części historii wyspy można podziać w tutejszym Muzeum Bandytyzmu. 🤔Kiedy ostatnio byłam na wyspie, ten temat znowu powrócił na pierwsze strony gazet. Wyciekła informacja, o jednyn z bandytów, który kilka miesięcy wcześniej wyszedł po 25 latach z więzienia za uprowadzenie małego chłopca. Okazało się, że obecnie, ponad 60 letni mężczyzna, robi kurs na przewodnika górskiego. 🤨Całe Włochy żyły tą informacją prze kilka dni. 🤔Dyskutowano, czy człowiek z taką przeszłością, może oprowadzać ludzi po górach. Jak można się domyślić, on akurat zna sardyńskie góry, jak mało kto. W tamtych czasach bandyci mieszkali w górach. ❤️Jeszcze ciekawsze jest jednak tutejsze Muzeum Etnograficzne. Powiem szczerze, wprawiło mnie w zdumienie i zachwyt jednocześnie. Nie spodziewałam się po, raczej małym mieście, tak świetnie opowiadającego historię i tradycję muzeum! Mają też świetne pracownie. To zdecydowanie nie jest muzeum tylko do oglądania!!! ❤️Spędziłam tu fantastyczne dwa dni, które poświęciłam zarówno miastu, jak i okolicy. A ta jest ... wow!!! ❤️Jak będzie czas, napiszę o Aggius artykuł, abyście mogli sami się przekonać, czy warto tu wpaść. A warto!!! 😍Jedno wam powiem, @visit_aggius robi tu genialną robotę z promocją miasta.
  • Dzień dobry!! Werona z punktu widokowego, Castel San Pietro. 
Kto tu wchodził? Albo wjeżdżał funicolare??? Ja wjechałam. Miałam ochotę się przejechać, 1 EUR, a kolejka super nowoczesna, bezobsługowa, więc ... ruszyć nie chciała, bo było za duże obciążenie. Jak jak kilka osób wysiadło, ruszyliśmy. 
I pewnie przez to zamieszanie schodami bylibyśmy szybciej 😁. Ale ja lubię takie podwózki😉.
  • Wieczór, światełka i knajpa z gwiazdką Michelin na wzgórzu San Vigilio w Bergamo Alta. Klimacik był uroczy. A że już lekko chłodno się zrobiło, wszyscy jedli w środku. 
A ja ... spacerkiem na sam dół. Bardzo przyjemnie się szło, po drodze znalazłam jeszcze jedną fantastyczną knajpkę 😍. Takie wieczorne spacery są cudne. To na pewno ta magia światełek ❣️ wszystko przez nie. Jak dziecko w święta 😉 się poczułam.

WSKAKUJ DO MOJEGO ŚWIATA

JESTEŚ ZE MNĄ NA FACEBOOKU?

Facebook Pagelike Widget
SHARE

Kuchnia Sardynii. „Żywy” ser Casu Marzu tylko dla odważnych