Wenecja w deszczu obiektywem Wojtka Banaszaka

Wenecja w deszczu obiektywem Wojtka Banaszaka

Pewnego dnia otrzymuję wiadomość mniej więcej tej treści: … „Pani Ewie Marszałek z La Strady spodobało się kilka moich zdjęć Wenecji i zaprezentuje je u siebie w restauracji. Zasugerowała także, że być może Pani byłaby zainteresowana ich publikacją u Pani na blogu”. Dziękuję Pani Ewo za tą rekomendację. No i byłam zainteresowana publikacją zaraz po tym, jak zobaczyłam zdjęcia pana Wojtka Banaszaka, który skierował do mnie te słowa.

Wenecja, Venice

Wenecja w deszczu

Nie jestem fotografem i nie potrafię dokonać profesjonalnej oceny zdjęć, ja jedynie wiem, kiedy mi się coś podoba i kiedy widzę prawdziwy obraz miejsca. Zobaczyłam mokrą i chłodną Wenecję. Taką, jaka jest po deszczu, gdy słońce drwi z błagań o wyjrzenie zza chmury i kiedy trzeba ubrać kalosze i kurtkę na deszcz. W takie dni gondolierzy nie noszą wymyślnych kapelusików, a na koszulkę w paski sami ubierają ciepłą kurtkę i zastanawiają się, czy aby nie są już za starzy na tą robotę. Wenecjanie znowu ustawiają pomosty, by suchą nogą przejść do pracy. Oby tylko ich sklepiku znowu nie zalało, oby znowu nie musieli walczyć z żywiołem, oby w końcu ich miasto było bezpieczne.

Ale te zdjęcia nie zostały wykonane po zwyczajnym deszczu. To Wenecja, która znowu się odradza po kolejnej powodzi.

My turyści wpadamy do Wenecji na kilka godzin, kilka dni, może kilka tygodni. Zachwycamy się jej urodą, ale ilu z nas chciałoby tam żyć i być wciąż gotowym do walki? Dziwne to miejsce, gdzie i powódź może być atrakcją turystyczną.

Niewiele do tej pory pisałam o Wenecji, ale znajdziecie u mnie artykuł o projekcie MOSE, który miał w tym roku się zakończyć i wreszcie chronić Wenecję przed kolejnym podtopieniem dzięki systemowi zapór przeciw powodziowych. Bo Wenecja tonie. Systematycznie, powoli, ale tonie i na dodatek przechyla się. Informacje z tego roku wspominają o opóźnieniach w realizacji projektu. Jeśli macie ochotę przeczytać o przyczynach tonięcia Wenecji wystarczy kliknąć TU.

Wenecja oczami Wojtka Banaszaka

Ale oddaję głos panu Wojtkowi, który tak opisuje swoje spotkania w Wenecją.

To była moja trzecia podróż do Włoch i druga wizyta w Wenecji. Wszystkie związane były z działalnością firmy, w której wówczas pracowałem i z tego powodu ograniczone czasowo. Pierwsza, w styczniu 2006 roku, gdy po długiej przerwie ponownie odkrywałem uroki fotografowania, tym razem cyfrowego, była kompletnym zaskoczeniem i klasycznym „coup de foudre”. Prostym aparatem starałem się uchwycić jak najwięcej, w dwa dni odwiedziłem chyba wszystkie otwarte muzea i wiedziałem, że muszę tam wrócić…

Udało się to dopiero w grudniu 2013 roku. Tylko jeden, deszczowy i pochmurny, dzień, tuż po powodzi, która nawiedziła Wenecję i kilka innych rejonów Włoch i której ślady widoczne są na wielu zdjęciach.

Wenecja jest miejscem magicznym. To nie tylko wyjątkowy charakter miasta na wodzie – byłem w Amsterdamie, byłem w Bangkoku, są fascynujące, ale nie uzależniające – ona ma coś jeszcze, co trudno mi opisać, a co sprawia, że mimo upływu dni stan zauroczenia nie mija, i co – mam nadzieję – da się odnaleźć w moich zdjęciach.

Włoska poczta

Dzielę się z Tobą moimi włoskimi podróżami mając nadzieję, że cię zainspirują do samodzielnego poznawania jednego z najpiękniejszych krajów na świecie. Dlatego zachęcam, abyś dołączył także do czytelników mojego newslettera, poste italiane. Tylko dzięki temu nie przeoczysz niczego, co się pojawiło na blogu, ale przede wszystkim, otrzymasz mnóstwo dodatkowych informacji.

 

Jeśli potrzebujesz pomocy w znalezieniu praktycznych informacji o Italii, zapraszam Cię do mojej grupy na FB: Moje wielkie włoskie podróże, którą wyróżnił Magazyn Glamour, jako jedna z najciekawszych grup na FB. Zapraszam cię także na mojego Instagrama, na którym znajdziesz całą masę włoskich inspiracji!

Magdalena Ciach-Baklarz, Italia poza szlakiem
Previous post
Liebster Blog Award - wyróżnienie dla blogera od blogera
Piazza Man
Next post
Włoski plac to męski świat. I wszystkie ławki zajęte

2 komentarze

  1. 15 lutego, 2017 at 9:26 am — Odpowiedz

    Jojojojoj… jakie sliczności…

    Nie wiem, co pan Wojtek robi, ale powinien przerzucić się na fotografię zawodową… 🙂 Prawda, że modelka zaprezentowała się nadzwyczaj odważnie, na mokrą Włoszkę wręcz, ale tez i sesja nadzwyczaj udana. Lubię to :)))

    • 15 lutego, 2017 at 10:16 am — Odpowiedz

      Piękny komentarz Madziu :). Pan Wojtek zapewne się szeroko uśmiechnie :). Usciski!

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back
SHARE

Wenecja w deszczu obiektywem Wojtka Banaszaka