Marche – przepiękny region w ceniu Toskanii

„My nie mówimy, że przyjeżdżają do nas turyści. My tu mamy gości. Każdy, kto przyjeżdża do Marche jest naszym gościem. Czy zechcesz być jednym z nich?”. Tak powtarzali mi wszyscy przedstawiciele tego mało znanego w Polsce regionu Włoch.

 

Marche [czyt. Marke] ma po prostu bardziej znanych sąsiadów i sąsiadki: Emilia-Romania, Toskania, Umbria, Lacjum i Abruzja. Każdy z tych sąsiadów ma także znanego gospodarza w postaci stolicy regionu. Któż nie słyszał o Bolonii, Florencji, Perugii, Rzymie, a nawet L’Aquillii. Stolicą Marche jest Ankona, która nie jest ani pięknym miastem ani prawdziwą wizytówką regionu, tym bardziej daleko jej to bycia obiektem westchnień turystów. Nie dajcie się jednak zwieźć, Marche jest przepiękną krainą. Ten rolniczy region jest niezwykle urokliwy, mnóstwo tu cudownych miast z intrygującą historią, morze, góry, niespotykane jaskinie, lasy i ogromna ilość niezwykłych klasztorów pełnych arcydzieł ludzkich rąk.

Marche nigdy nie będzie drugą Toskanią, ani nawet Umbrią. Mieszkańcy regionu mają tego świadomość, ale nie ustają w wysiłkach, aby promować swój region. Choć otwarcie tego nie mówią, zazdroszczą Toskanii jej sukcesu.

A ja chciałabym im pomóc promować region Marche w Polsce. Mam nadzieję, że choć odrobinę uda mi się Was zachęcić, abyście dnia pewnego zajechali w te strony:)).
W październiku 2014 roku po raz pierwszy pojechałam do regionu Marche. Zaledwie kilka dni, w dodatku maksymalnie zaplanowanych przez organizowatorów turystycznych workshopów, na których gościłam jako przedstawicielka Stowarzyszenia Miłośników Włoch Italianissima.

Wśród zaproszonych przez organizatorów Qualita Rurale Borsa del Turismo RURALE e SCOLASTICO byli operatorzy turystyki z wszystkich regionów Włoch, a także Węgrier, Wielkiej Brytanii, Rumunii, Niemiec, Słowenii, Austrii i Polski. Łącznie 56-ciu przedstawicieli biur turystycznych i organizacji pozarządowych oraz grupa dziennikarzy zajmujących się tematyką turystyczno-podróżniczą i kulinarną. Spotkanie odbyło się w miejscowości Fabriano.

Byłam jedna jedyna z Polski. I to mnie bardzo ucieszyło:).

Fabriano

Podróż rozpoczęłam tym razem z Poznania docierając tanimi liniami do Rzymu. Z Roma Ciampino raz dwa dojechałam na dworzec kolejowy Roma Termini, skąd pociągiem Frecciabianca dojechałam w godzinach wieczornych do Fabriano. Całe szczęście organizatorzy pomyśleli o wszystkim, nawet o podstawieniu po mnie taksówki, która zawiozła mnie do hotelu, gdzie tylko zostawiłam walizkę i od razu jechaliśmy na powitalną kolację w sercu Fabriano, do Museo della Carta e della Filigrana.

Nareszcie miałam okazję poznać Elise, fantastyczną organizatorkę workshopów.

Ponieważ w Fabriano właśnie gościła niezwykła wystawa “Da Giotto a Gentile. Pittura e scultura a Fabriano fra due e trecento”, zostaliśmy zaproszeni do wyjątkowej podróży w przeszłość. Niestety nie mogę opublikować żadnego zdjęcia z tej wystawy, co zostało wyraźnie podkreślone przez pracowników muzeum, ale mogę Wam napisać, że oprowadzał nas prawdziwy pasjonat przez duże „P”. Tak się rozkręcił i rozgestykulował, że wycieczka trwała ponad 2 godziny, a do końca dotrwała garstka z nas:). Przyznaję, że w sprawach sztuki XIII wieku jestem ignorantką, jednak wciągnęła mnie ta opowieść, wręcz „muzyka” naszego przewodnika:).

Było już po 23, a my jeszcze poszliśmy na wieczorny spacer po Fabriano, które tętniło życiem. W końcu autokar odwiózł nas do hotelu, gdzie padłam ze zmęczenia.



Hotelowe śniadania iście we włoskim stylu to oczywiście słodycze. Lawirując między stołami obładowanymi ciastami i ciasteczkami z trudem znalazłam jakiś jogurt, a na samym końcu sali nawet ser i salami. Myślałam, że szybko coś przekąszę i ucieknę tymczasem zaczęło się. Dosiadł się do mnie samotny, po rozwodzie w średnim wieku, który opowiedział historię swojego życia, pokazał zdjęcia rodziny i … tyle mnie widział. Kobieta we Włoszech szybko sobie przypomina, jak bardzo przydatna jest tu umiejętność spławiania. Jeśli nie zależy Wam na „bliższych kontaktach” czym prędzej wciśnijcie przycisk uprzejmej, acz dosadnej asertywności.

Ale czas na zwiedzanie!

Nasi gospodarze zaplanowali wszystko skrupulatnie, mieliśmy swojego przewodnika i dokładną rozpiskę miejsc, które mamy zobaczyć.

Cupramontana

O 9:00 już czekały na nas autokary. Podekscytowani rozpoczęliśmy podróż od stromego i krętego podjazdu do miejscowości Cupramontana położonej na wysokości 505 m n.p.m. Mieszka tu około 5000 mieszkańców, ale zanim wjechaliśmy do miasteczka mijaliśmy jedynie pojedyncze domy i pola położone na pagórkach, a ja się zastanawiałam, kto tu w ogóle mieszka. Widoki zapierały dech.

Najważniejszą postacią Cupramontana jest, tzn. był malarz, pisarz i poeta Luigi Bartolini (1892–1963). W wielu miejscach znajdują się jego wspaniałe obrazy, jak w kościele św. Leonarda, Chiesa Collegiato di S. Leonardo stojącym vis a vis domu, w którym mieszkał Bartolini.

Zajrzeliśmy na chwilkę do sióstr Franciszkanek, które powitały nas serdecznie. Mieliśmy tylko zobaczyć ich piękna kaplicę, jednak niespodziewanie zostaliśmy zaproszeni na górę, gdzie mogliśmy poznać siostry, które nie wychodzą już z klasztoru, a bardzo cieszą się na każdą wizytę. Niestety nie zapamiętałam ich imion, ale dobrze pamiętam, ile mają lat. W tym wieku zdecydowanie wypada się tym chwalić:). Siostra po lewej ma 94 lata, ta w środku 91 lat, siotra po prawej – zaledwie 87 lat:).

Zobaczyliśmy, gdzie modlą się, pracują i odpoczywają. Siostry bardzo chętnie pozowały do zdjęć:).

Prosto z klasztoru udaliśmy się do Muzeum Etykiet Wina, Museo Internaziolane dell’Etichetta del Vino, które mieści się od 2005 roku w jednej z odrestaurowanych kamieniczek. Zgromadzono tu około 100 000 etykiet z różnych krajów, datowanych mniej więcej od roku 1900. Są tu etykiety klasyczne, ale nie brakuje ciekawych kolekcji: erotyczne, włoscy politycy, sztuka, motyw kwiatowy, amerykańscy prezedenci, przywódcy II wojny światowej i wiele innych.

W jednej z sal zachwicił mnie … widok z okna. Okolica nadal była lekko zamglona i wyglądała trochę jak zaczarowana:).

Jak się jednak domyślacie najbardziej intensywny dzień w Marche dopiero się rozkręcał.

Serra San Quirico

To miasteczko urzekło mnie krajobrazem. Wpadliśmy wprost na przyjęcie weselne, które odbywało się pod arkadami na głównym ryneczku tuż koło fontanny.

Niestety nie dostaliśmy zaproszenia na imprezę, więc udaliśmy się do Chiesa di Santa Lucia. Bogactwo zdobień kościoła nieco mnie zaskoczyło, do tej pory kościoły były proste, jasne, bez przesadnych złoceń, tymczasem tu złoto połyskiwało z każdej ściany.

W Serra San Quirico znajduje się także siedziba Parco Regionale Golla della Rossa e di Frasassi.

Tu rozgorzała gorąca dyskusja na temat roli parku i jego ochrony przed … odwiedzającymi. Nasz przewodnik i time manager w jednej osobie nie mógł nas wyciągnąć z tego spotkania! Ja przyznaję, byłam tylko słuchaczem, zbytnio skupiałam się na próbie zrozumienia o czym jest mowa. Mówili pioruńsko szybko i jednocześnie merytorycznie, aż sie zmęczyłam tym wsłuchiwaniem. Widziałam, jak bardzo w tej sytuacji nudzili się Ci, którzy nie mówili nic a nic po włosku. Niestety jeśli czegoś tu zabrakło w organizacji to tłumacza angielskiego.

Montrecarotto

Nadszedł czas na przerwę obiadową, więc dowieziono nas do Cantina Moncaro. Mieliśmy degustację win i lokalnych przysmaków w tym polentę zrobioną ze szczególnej mąki kukurydzianej Farina di Mais Ottofile. Ta cantina zasługuje zdecydowanie na osobny wpis, więc pozwólcie, że nie rozwinę tematu. Ale powiem Wam, że wina było akurat tyle, abyśmy mieli doskonałe humory:).

Serra De Conti

Nie było szans na sjestę, pojechaliśmy dalej. W autokarze Włosi stanowczo zażądali wody i caffè, na co Elise była doskonale przygotowana:). To było zbawienie. Tymczasem w Serra De Conti sjesta trwała w najlepsze, miasteczko było zupełnie wyludnione i czuło się senną atmosferę.

Ale my poszliśmy zobaczyć Museo Arti Monastiche, muzeum sztuki klasztornej. Marche słynie z dużej ilości klasztorów i choć nie jest to powszechnie wiadome, można zwiedzać większość z nich, a do Asyżu stąd przysłowiowy „rzut beretem”.

W muzeum można było zobaczyć słynne tombolo, szereg przedmiotów codziennego użytku, a nawet film z życia pobliskiego zakonu. Szkoda, że tak krótko byliśmy w Serra De Conti, chciałabym zobaczyć wszystko na spokojnie. Tymczasem autokar już czekał…

Grotte di Frasassi

Późnym popołudniem czekała nas największa atrakcja dnia, przyrodnicza sensacja regionu, absolutnie niezwykłe Grotte di Frasassi. Przydały się swetry i kurtki, które zabraliśmy ze sobą “w razie czego”. To wycieczka trwająca mniej więcej 1h i 15 minut trasą o długości 1,5 km.

Pierwsze wejście do groty odkryto w 1948 roku i od tamtej pory badania nad jaskinią trwały. Jednak odkrycie głównej sali miało miejsce dopiero w 1971 roku przez speleologów z Ancony. Gdy zadzierałam głowę do góry starając się objąć wzrokiem wielkość i niezwykłość tego miejsca zastanawiałam się, jak to jest, gdy człowiek dokonuje tak niezwykłego odkrycia. Czułam się, jak w innym wymiarze, jakby rzeczywistość nie istniała. Majestat tego miejsca, który jest efektem tysięcy lat pracy Matki Natury zadziwia i jednocześnie onieśmiela przywołując myśli o kruchości ludzkiej egzystencji wobec sił przyrody.

Kto tylko znajdzie się w regionie Marche niech koniecznie zaplanuje tu pobyt. Nie będziecie żałować. Po wyjściu z grot dostaliśmy przepiękne książki i mnóstwo informacji na ich temat. Niech no tylko znajdę trochę czasu w zimowy wieczór na ich przeczytanie:)).

Matelica

Pełni wrażeń pojechaliśmy dalej, do miejscowości Matelica, gdzie czekała nas wizyta w jednym z niezwykłych teatrów. Gdy przybyliśmy na miejsce zobaczyłam perełkę! Przepiękny i jednocześnie niewielki teatr, którego pozazdrościłoby każde polskie miasto. Takich teatrów w regionie Marche jest wiele. Gdy zasiedliśmy w fotelach rozpoczęło się przedstawienie z udziałem jednego aktora, opowiadające o oliwie extra vergine:).

Po przedstawieniu mieliśmy okazję ponownie uczestniczyć w degustacji win, a także poznać osobiście aktorkę, która przed momentem była Miss Extra Vergine. Było już późno, gdy wracaliśmy do hotelu.

Po kolacji mało kto miał siłę i chęci na przedłużanie rozmów towarzyskich.

 

W poniedziałek odbywały się turystyczne workshopy Hotel Gentile Da Fabriano. Zaczynały się zaraz po śniadaniu, a kończyły o 18:00 oczywiście z przerwą na obiad. Każdy z nas miał okazję poznać wielu właścicieli lokalnych agroturystyk, hoteli, B&B, country house, a także producentów wina, oliwy, dżemów i innych pyszności. To cały dzień wypełniony rozmowami, wymianą kontaktów, świetna okazja, aby poznać potencjał regionu.

Dzień zakończył się uroczystą kolacją pożegnalną, licznymi podziękowaniami i oklaskami, która nieco się przeciągnęła. Przez 2,5 dnia w poznaliśmy się i chcieliśmy jeszcze porozmawiać o wrażeniach z Marche, organizacji workshopu i planach na przyszłość.

 

Bardzo chciałabym wrócić do Marche i poznać je lepiej, ale na pewno w nieco wolniejszym tempie.

Nie mieliśmy okazji zobaczyć części regionu leżącej bezpośrednio na wybrzeżu i tylko kapkę wspaniałych gór. Dużo jeszcze mam w Marche do odkrycia.

I Was też bardzo zachęcam do odwiedania Marche.

Uściski,

Magda

Previous post
Nie tylko Włochy są na mapie? Kilka pytań i kilka odpowiedzi
Next post
Wenecja w sercu Gdańska. Enokulinarnie!

1 Comment

  1. ~Agnese
    Marzec 25, 2015 at 9:38 pm — Odpowiedz

    Witam,
    ciekawy wpis, ma Pani może namiary na nocleg w Loretto, będę wdzięczna:)

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back

CIAO! TU MAGDA

OFERTA KONSULTACJI I PLANÓW PODRÓŻY

POTRZEBUJESZ SAMOCHÓD?

MARZYSZ O REJSIE WE WŁOSZECH?

KUP AUTENTYCZNE WŁOSKIE PRODUKTY

MOJA GRUPA NA FACEBOOKU

APARTAMENT DLA 2-3 OSÓB W SINALUNGA

Apartament Daiana w Sinalunga

ITALIA POZA SZLAKIEM NA INSTAGRAMIE

  • Mieszanka smaków, która zaskoczyła moje kubki smakowe. Szaleństwo. Bardzo pozytywne.
  • 🐚🦀Dostałam mnóstwo pytań o to zdjęcie. Pytaliście, co to takiego kiedy opublikowałam to zdjęcie na insta story. Te wyglądające przedziwnie stwory to percebes, po polsku kaczenice. 🐚🦀Te skorupiaki występują na wybrzeżu Hiszpanii i Portugalii, gdzie właśnie przebywam. Ich poławiacze nie mają łatwego zajęcia, to niebezpieczna robota, możecie sami to zobaczyć, na YouTube są filmy pokazujące, jak się te owoce morza, przypominające nogi dinozaura, zbiera. 🐚🦀W Europie nie ma hodowli percebes, żyją dziko, dlatego ich zbieranie jest naprawdę zajęciem dla twardzieli. Mają jednak dzięki temu niesamowity smak, mówi się, że to smsk oceanu. Można je jeść, uwaga, na surowo!!! Ale można też gotować przez 2-3 minuty. Im mają krótszą nóżkę tym smaczniejsze, bo żyły w trudniejszych warunkach do utrzymania się na skale.  Zalewają je silne fale. 🐚🦀Wiem, że jakiś czas temu można je było kupić nawet w Polsce. W Warszawie, chyba raz w tygodniu był/ jest specjalny targ, gdzie można kupić ryby i owoce morza, które są transportowane z Portugalii specjalnym samolotem. 🐚🦀Kto jadł kiedyś kaczenice? Jak wam smakowały? 🐚🦀Jak wpiszecie hasło sea bites na YT, powinniście znaleźć co nieco.
  • Piękna kapliczka w Bonassoli, u bram Cinque Terre. Wspaniała Liguria.
  • Nepi, miasteczko wody w Lacjum. Można wejść na wieżę zamku i całe miasteczko mieć u stóp.
  • 🌜Miejsce jak z innej planety, ale taki urok ma właśnie Sardynia. Pojedziesz za miasto i nagle widzisz coś takiego. 🌜Dolina Księżycowa znajduje się koło miasteczka Aggius w rejonie Gallura. Krajobraz jest zachwycający, można się poczuć, jak w filmie SF. A jednak między tymi skałami i kamieniami, pasą się skokojnie krowy i owce, a gdzieś tam po środku stoi nawet nurag. 🌜Droga, która prowadzi do nuraga, Nuraghe d'Izzana, pełna jest drzew korkowych, widoczne są ślady ściągania z nich kory. Zachodzące powoli słońce  coraz bardziej podkreślało pomarańcze i czerwienie, a ja czułam się jak w Australii, a nie na Sardynii. 🌜Wyspa za każdym razem czymś mnie zaskakuje. 🌜Aggius to jedno z najbardziej autentycznych miasteczek wyspy. Nie ma w nim jednego centralnego placu, jest kilka mniejszych, jest miejsce spotkań miejscowych na pogaduchy, jest nawet placyk do gry w klasy🏃, jeśli wiesz, co mam na myśli 😉. Nawet w najstarszych osobach budzi się dziecko, kiedy to widzą i zaczynają z ochotą podskakiwać 😉. 🌜Tu sacrum i profanum to naturalna koegzystencja, miasto w niedawnej przeszłości było także świadkiem działania bandytów, w mieście znajduje się nawet muzeum bandytyzmu. 🌜Byłam bardzo zaskoczona tym miastem. Bardzo pozytywnie! Jeśli szukasz wytchnienia od plaży, tłumów na wybrzeżu, już wiesz, gdzie uciec choć na jeden dzień. Aggius.
  • Rok temu w TVN miałam okazję opowiadać o Toskanii. I kto by pomyślał, że kiedyś nie chciałam nawet jeździć do Toskanii 😉. Całe szczęście zmieniłam zdanie, nie wiem już, ile razy byłam w regionie, ale mam tam jeszcze białe plamy do zagospodarowania 😁. Kilka miejsc czeka na mnie, a raczej ja na nie🍇. Region jest naprawdę duży i nie da się być wszędzie 🍷. Ale ... piano piano, jak mówią Włosi 💪.
  • Kochani, piszę właśnie przewodnik po Weronie, taki gotowy plan zwiedzania. 
Jeszcze mi chwilę zejdzie, wiadomo, ale staram się, aby, jak zwykle, był to najlepszy i najbardziej kompleksowy przewodnik dostępny w sieci.

Nie mam zamiaru ukrywać co mi się w mieście podobało, a co uważam za totalną porażkę. I pewnie nie każdemu się to spodoba, ale od tego właśnie są blogi, aby pisać to, co czujemy, nasze emocje i nasze oceny.

Jeśli chcesz mi napisać swoje odczucia, albo polecenia knajp, noclegów, mega miejscówek, zostaw to w komentarzu. 
Zależy mi, aby to była prawdziwa petarda, przewodnik i dla tych, co chcą wpaść na kilka godzin, albo kilka dni. 
Werona! Stay tuned!!!
  • Idylliczna Toskania.
Agriturismo Il Gorgo, Bettole.
  • Klasyka w najlepszym wydaniu 🍷 Portofino!

WSKAKUJ DO MOJEGO ŚWIATA

JESTEŚ ZE MNĄ NA FACEBOOKU?

Facebook Pagelike Widget
SHARE

Marche – przepiękny region w ceniu Toskanii