Wyprawa fotograficzna w Toskanii. Relacja

Mam ogromną przyjemność zaprezentować Wam relację z wyprawy fotograficznej, która odbyła się w Toskanii na początku września. Mam nadzieję, że zachęci Was nie tylko do włoskich wyjazdów, ale także do śmiałych poczynań ze swoim aparatem fotograficznym. Siedzicie wygodnie? Jeśli macie ochotę przygotujcie sobie kawę, choć ostrzegam, że możecie zrobić się głodni. 

Wyprawa fotograficzna w Toskanii

relacjonuje:  Agnieszka
Za nami wrześniowy Photo Tour po Toskanii z włoskim fotoreporterem Marco Bulgarellim. Po tygodniu tak intensywnej wyprawy, którego program wypełniał czas od rana do późnej nocy i po tylu wspaniałych wrażeniach, ciężko mi jest wrócicić do codzienności i do normalnego trybu życia. Jeszcze trudniej jest mi opisać słowami nasze wyprawowe doświadczenia, atmosferę i emocje – jednym słowem toskańską przygodę. Spróbuje więc, chociaż w części oddać klimat wyprawy i opinie ich uczestników: Agnieszki, Marka, Weroniki i Zbyszka, którym dziękuję za wspaniałą postawę, zaangażowanie i niezwykłe poczucie humoru. 
 
Czas zacząć moją opowieść i wrócić myślami do tego fantastycznego tygodnia.
Wyprawa fotograficzna w Toskanii

Dzień pierwszy. Rzym i Montepulciano

Wyprawa rozpoczęła się w sobotę 6 września 2014 r. Spotkaliśmy się w godzinach popołudniowych w Rzymie, skąd wspólnie wyruszyliśmy samochodem do Montepulciano. Podróż trwała zaledwie 2 godziny. Montepulciano przywitało nas pięknym zachodem słońca, a agroturystyka oczarowała uczestników niebywałym urokiem i fenomenalnym położeniem na skraju plantacji winorośli z widokiem na miasteczko. Co za miejsce! Co za klimat! I jeszcze niespodzianka, cała willa dla naszych gości!
Wzniesliśmy toast za miejsce i za początek naszej wyprawy lampką Nobile di Montepulciano, rocznik 2009, notabene wyprodukowanego z winorośli uprawianych przez nasze gospodarstwo agroturystyczne. Wino smakowało fenomenalnie, ale żołądki domagały się kolacji, więc wyruszyliśmy do jednej z typowych toskańskich restauracji. 
Wyprawa fotograficzna w Toskanii

Dzień drugi. Arezzo

Dzień rozpoczęliśmy w świetnych humorach, wypoczęci i pełni energii. Czekała nas jednak ciężka praca. Mieliśmy pojechać do Arezzo, aby portretować miasto, czyli wykonać city portrait lub city profile na tle najważniejszego święta miasta “La Giostra del Saracino” (Turnieju w Saracino).
Zaczęliśmy od zajęć teoretycznych, w czasie których uczyliśmy się kluczowych elementów tego rodzaju zdjęć. Arezzo w czasie “La Giostra del Saracino” wraca do swoich średniowiecznych korzeni, do których nawiązywał już Dante w „Boskiej Komedii”. Mieliśmy więc uwieczniać miasto na tle kolorowych chorągiew, średniowiecznych kostiumów i zabytków. Emocje były niesamowite!

Na kilka godzin zamieniliśmy się w dystyngowane damy i odważnych rycerzy, choć zamiast walczyć z przeciwkiem złotą lancą, rywalizowaliśmy o dobre światło i odpowiedni kadr:). Nie było zwycięzców ani przegranych, wszyscy staraliśmy się wejść w skórę fotoreportera i dać z siebie wszystko. Każdy z nas wykonał portret miasta i każdy z nich był inny.Dzień spędzony na fotografowaniu i zwiedzaniu zwieńczyliśmy kolacją w pobliżu Montepulciano. Większość uczestników po raz pierwszy degustowało wyśmienite pici – typowy toskański makaron z sosem mięsnym lub pomidorowym, oczywiście z lampką czerwonego Nobile di Montepulciano. 
 
Wyprawa fotograficzna w Toskanii

Dzień trzeci. Dolina Val d’Orcia

Trzeciego dnia skoncentrowaliśmy się na fotografii krajobrazowej na tle niesamowitej doliny Val d’Orcia, która trafiła na listę UNESCO za niepowtarzalny krajobraz zgodny z duchem renensansowej dbałości. Jeśli kojarzycie z filmów, zdjęć, czy reklam zygzakowatą drogę wśród łagodnych pagórków i soczystej zieleni to znak, że jesteście w dolinie Val d’Orcia, najpewniej w okolicy miasteczka Monticchiello
To nie był jedyny cel tej podróży. W pobliżu jest wspaniałe Bagno Vignoni, Montalcino, Opactwo Sant’Antimo, słynny kościół Capella di Vitaleta hołubiony przez fotografów z całego świata oraz Pienza. Wrażenia po takim dniu są nie do opisania, co za magia, co za krajobraz!

Cappella di Vitaleta. Agriturismo Il Gorgo, Toskania

Dzień czwarty. Jezioro Trazymeńskie i Cortona

Dzień czwarty rozpoczął się analizą zdjęć wykonanych do tej pory. Omawialiśmy nasze ujęcia, a Marco wskazywał i na dobre i na te do rozwoju. Uczyliśmy się nawzajem na swoich błędach. Analiza naszych zdjęć przez profesjonalistę to niesamowicie cennie spędzony czas. Wszyscy byli bardzo skupieni, chłonęli porady Marco. Każdy chciał się dowiedzieć i nauczyć jak najwięcej. Trafiliśmy na świetnego nauczyciela!

Po tak intensywnej pracy umysłowej, trzeba się było zrelaksować:). Udaliśmy się nad Jezioro Trazymeńskie (Lago Trasimeno), gdzie … zabraliśmy się do dalszej pracyTylko trening czyni mistrza! 

Interesujących obiektów do fotografowania tu nie brakuje, ale my chcieliśmy więcej i więcej. 
Wyprawa fotograficzna w Toskanii
W pobliskiej Cortonie, rozsławionej przez Frances Mayes i jej “Pod słońcem Toskanii”, odbywał się akurat Festiwal Fotografii Podróżniczej “Cortona On The Move”. I tu niespodzianla. Czyż może być coś wspanialszego, jak zobaczyć zapierające dech w piersiach zdjęcia Podlasia w wykonaniu samego mistrza Tomasza Tomaszewskiego? Rozpierała nas duma, że ten piękny kawałek Polski mogą podziwiać Włosi i turyści z całego świata, którzy tu licznie przyjeżdżają. Zdaje się, że i na Marco Podlasie zrobiło ogromne wrażenie:). Dokładnie rok temu, na tym samym festiwalu, Marco po raz pierwszy prezentował swój projekt “Danubius”. Teraz wiemy, jak prestiżowe jest to wyróżnienie dla fotografa! 
Ale nie było mowy o delektowaniu się zdjęciami w ciszy, to zbyt dobra okazja do analizy zdjęć, uwag i wskazówek Marco. Zauroczeni i zainspirowani jednocześnie wyruszyliśmy uwieczniać uroki Cortony. Szkoda, że nie potrafimy w pełni oddać także zapachów i atmosfery miasteczka.
Wyprawa fotograficzna w Toskanii

Dzień piąty. Chianti i Siena

Piąty dzień wyprawy rozpoczyna się deszczem, z którym Montepulciano niezwykle do twarzy:). Bez pracy nie ma kołaczy, a bez analizy nowych zdjęć nie ma coraz lepszych i lepszych ujęć. Tym razem rozmawiamy o bardziej technicznych aspektach fotografii. Po obiedzie pogoda się poprawiła, a nasz humor razem z nią! Pojechaliśmy do Chianti! Fantastyczne światło pozwoliło nam uwiecznić bajkowy zamek Brolio i zobaczyć tutejszy krajobraz na tle winnicy barona Ricasoli. 

Wyprawa fotograficzna w Toskanii
Nie tracimy czasu i jedziemy dalej. Mijaliśmy miasteczka, pałace, zamki, wzgórza i pagórki, winnice, winnice i jeszcze raz winnice. Jesteśmy zachwyceni krajobrazem Chianti. Wreszcie nadszedł czas na to, na co wielu z nas czekało od początku – degustacja wina Chianti.
Wsiedliśmy do samochodu i zaledwie pół godziny później poczuliśmy się, jakbyśmy przenieśli się w czasie! To Siena, wciąż ubrana w chorągwie i wstęgi w kolorowych barwach dzielnic po sierpniowym wyścigu Palio. Poczuliśmy się, jak w średniowieczu:). Zwiedziliśmy główne zabytki, a Sieńczycy okazali się wdzięcznymi modelami do treningu fotografii portretowej. Pod koniec dnia mieliśmy okazję wykonać fotoreportaż ze święta jednej z contrad (dzielnicy). 
Palio w Sienie, Toskania.
Zmęczeni i wygłodniali cieszymy się na kolację. Próbujemy wyśmienitego “Peposo” – wołowiny duszonej kilka godzin w winie Chianti, z dużą ilością pieprzu. Coś pysznego! Wołowina jest tak miękka, że kroi się jak masło! Byliśmy pod wrażeniem! Właściciel restauracji – były dżokej, który w młodości wielokrotnie uczestniczył w Palio, przyniósł nam jeszcze coś ekstra, danie z indyka z wieloma przyprawami. Oprócz wyśmienitego smaku, dowiedzieliśmy się, że przepis na potrawę pochodzi z 1350 roku! To właśnie ta potrawa była ulubionym daniem słynnego Filippo Brunelleschi’ego. Byliśmy zachwyceni!
Wyprawa fotograficzna w Toskanii

Dzień szósty. Radicofani, Sorano i Pitigliano

Ostatni dzień w Toskanii, czyli intensywna praca. Rozpoczęliśmy dzień fotografując krajobrazy Val d’Orci, po czym zatrzymujemy się w etruskim miasteczku Radicofani, usytuowanym na wzgórzu, z którego dobrze widać całą dolinę. Miasteczko kryje w sobie wiele ciekawostek, a mgła która towarzyszyła nam tego ranka dodała mu tajemniczości. Mieliśmy wrażenie, że zaraz objawi się nam jakaś postać z innej epoki. 
 
Mgła się skończyła, ruszyliśmy dalej. Czekały nas dwa miasteczka usytuowane na tufowej skale – Sorano i słynne Pitigliano. Tu czas się zatrzymał jakieś 300 lat temu. Po tak intensywnym poranku, zatrzymaliśmy się w Sorano na obiad, spróbowaliśmy ręcznie produkowanego makaronu z kozim serem ricotta i truflą. W drodze powrotnej degustujemy jeszcze ser owczy pecorino. Próbowaliśmy ośmiu rodzajów i jak tu wybrać ten, który zabierzemy do domu?
Najpiękniejsze miasteczka Toskanii. Pitigliano

Ostatni wieczór i ostatnia szansa na toskański zachód słońca. Ostatnie spojrzenie na niezwykły krajobraz łagodnych wzgórz, samotnych domów, strzelistych cyprysów. Nie dziwi fakt zauroczenia krajobrazem Val d’Orcia malarzy, pisarzy czy fotografów. W pełni zgadzamy się ze słowami Nikolaja Gogola:

“Kto raz był we Włoszech może zapomnieć o reszcie świata. Kto był w niebie, nie pragnie ziemi” …
 
Nazajutrz rano wyjeżdżamy z Montepulciano do Rzymu. Już tęsknimy za Toskanią.

Podsumowania

Zastanawialiście się, dlaczego tak wiele osób jest zafascynowanych Toskanią? Aby poznać ten niezwykły region trzeba tu przyjechać wiosną i latem, a potem jeszcze jesienią i znowu wrócić zimą. Każda pora roku inaczej ubiera Toskanię w kolory i wzory. 

Jeśli warszaty fotograficzne mają mieć realny wpływ na podniesienie Twoich umiejętności, jeśli nauczyciel ma mieć szansę skupić się na potrzebach każdego uczestnika – grupa nie może być duża.
Są też inne, znaczące plusy wypawy nieliczną grupą – to pozwala dotrzeć tam, gdzie trudno się dostać w czasie autokarowej wycieczki, możemy także szybko się zorganizować i sprawnie przemieszczać z miejsca na miejsce. I raczej nie da się nikogo zgubić:). Polowaliśmy na światło i szukaliśmy najlepszej perspektywy, którą często trzeba było sobie po prostu wychodzić. Owszem, były też “gotowe” kadry z „wiadomych” miejsc, przecież to Toskania! 

Najważniejsza była nauka świadomego wyboru perspektywy. Każde ujęcie  to świadome ujęcie – wiem, co chcę uwiecznić i w jaki sposób. Okazało się, że praca fotoreportera nie jest łatwa, ale serce rosło, gdy rozmowy na temat fotografii i dobrych kadrów wydłużały się i wydłużały. Przydało się także poczucie humoru, zaangażowanie i ciekawość świata uczestników. Dzięki temu spędziliśmy fantastyczny tydzień.
Wyprawa fotograficzna w Toskanii
 
Przejechaliśmy 1200 km, z czego 800 km na terenie samej Toskanii. Odwiedziliśmy 12 miast i miasteczek. Fotografowaliśmy pola, doliny, jezioro, zamki, opactwa i twierdze. Skosztowaliśmy najważniejsze toskańskie wyroby i wina. Posmakowaliśmy atmosferę Festiwalu Fotografii Podróżniczej w Cortonie oraz najważniejszego święta miasta Arezzo “La Giorstra del Saracino”.
 
Zrobiliśmy setki zdjęć. Wyszła z tego chyba cała walizka pełna niesamowitych wspomnień!!! Będzimy do nich wracać w niejeden pochmurny dzień, niejeden zimowy wieczór. 
Arrivederci, do następnej wyprawy, do następnej toskańskiej przygody!
 
Agnieszka
I jak się Wam podobało?
Pozdrawiam, Magda
Ischia, Sant’Angelo, Kampania, Włochy południowe
Previous post
Kampania, Ischia. Roztańczone Sant'Angelo d'Ischia
Magdalena Ciach-Baklarz w Mediolanie
Next post
O przełamywaniu własnych barier. Oto ja, autorka Italia poza szlakiem

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back

CIAO! TU MAGDA

OFERTA KONSULTACJI I PLANÓW PODRÓŻY

POTRZEBUJESZ SAMOCHÓD?

MARZYSZ O REJSIE WE WŁOSZECH?

KUP AUTENTYCZNE WŁOSKIE PRODUKTY

MOJA GRUPA NA FACEBOOKU

APARTAMENT DLA 2-3 OSÓB W SINALUNGA

Apartament Daiana w Sinalunga

ITALIA POZA SZLAKIEM NA INSTAGRAMIE

  • Mieszanka smaków, która zaskoczyła moje kubki smakowe. Szaleństwo. Bardzo pozytywne.
  • 🐚🦀Dostałam mnóstwo pytań o to zdjęcie. Pytaliście, co to takiego kiedy opublikowałam to zdjęcie na insta story. Te wyglądające przedziwnie stwory to percebes, po polsku kaczenice. 🐚🦀Te skorupiaki występują na wybrzeżu Hiszpanii i Portugalii, gdzie właśnie przebywam. Ich poławiacze nie mają łatwego zajęcia, to niebezpieczna robota, możecie sami to zobaczyć, na YouTube są filmy pokazujące, jak się te owoce morza, przypominające nogi dinozaura, zbiera. 🐚🦀W Europie nie ma hodowli percebes, żyją dziko, dlatego ich zbieranie jest naprawdę zajęciem dla twardzieli. Mają jednak dzięki temu niesamowity smak, mówi się, że to smsk oceanu. Można je jeść, uwaga, na surowo!!! Ale można też gotować przez 2-3 minuty. Im mają krótszą nóżkę tym smaczniejsze, bo żyły w trudniejszych warunkach do utrzymania się na skale.  Zalewają je silne fale. 🐚🦀Wiem, że jakiś czas temu można je było kupić nawet w Polsce. W Warszawie, chyba raz w tygodniu był/ jest specjalny targ, gdzie można kupić ryby i owoce morza, które są transportowane z Portugalii specjalnym samolotem. 🐚🦀Kto jadł kiedyś kaczenice? Jak wam smakowały? 🐚🦀Jak wpiszecie hasło sea bites na YT, powinniście znaleźć co nieco.
  • Piękna kapliczka w Bonassoli, u bram Cinque Terre. Wspaniała Liguria.
  • Nepi, miasteczko wody w Lacjum. Można wejść na wieżę zamku i całe miasteczko mieć u stóp.
  • 🌜Miejsce jak z innej planety, ale taki urok ma właśnie Sardynia. Pojedziesz za miasto i nagle widzisz coś takiego. 🌜Dolina Księżycowa znajduje się koło miasteczka Aggius w rejonie Gallura. Krajobraz jest zachwycający, można się poczuć, jak w filmie SF. A jednak między tymi skałami i kamieniami, pasą się skokojnie krowy i owce, a gdzieś tam po środku stoi nawet nurag. 🌜Droga, która prowadzi do nuraga, Nuraghe d'Izzana, pełna jest drzew korkowych, widoczne są ślady ściągania z nich kory. Zachodzące powoli słońce  coraz bardziej podkreślało pomarańcze i czerwienie, a ja czułam się jak w Australii, a nie na Sardynii. 🌜Wyspa za każdym razem czymś mnie zaskakuje. 🌜Aggius to jedno z najbardziej autentycznych miasteczek wyspy. Nie ma w nim jednego centralnego placu, jest kilka mniejszych, jest miejsce spotkań miejscowych na pogaduchy, jest nawet placyk do gry w klasy🏃, jeśli wiesz, co mam na myśli 😉. Nawet w najstarszych osobach budzi się dziecko, kiedy to widzą i zaczynają z ochotą podskakiwać 😉. 🌜Tu sacrum i profanum to naturalna koegzystencja, miasto w niedawnej przeszłości było także świadkiem działania bandytów, w mieście znajduje się nawet muzeum bandytyzmu. 🌜Byłam bardzo zaskoczona tym miastem. Bardzo pozytywnie! Jeśli szukasz wytchnienia od plaży, tłumów na wybrzeżu, już wiesz, gdzie uciec choć na jeden dzień. Aggius.
  • Rok temu w TVN miałam okazję opowiadać o Toskanii. I kto by pomyślał, że kiedyś nie chciałam nawet jeździć do Toskanii 😉. Całe szczęście zmieniłam zdanie, nie wiem już, ile razy byłam w regionie, ale mam tam jeszcze białe plamy do zagospodarowania 😁. Kilka miejsc czeka na mnie, a raczej ja na nie🍇. Region jest naprawdę duży i nie da się być wszędzie 🍷. Ale ... piano piano, jak mówią Włosi 💪.
  • Kochani, piszę właśnie przewodnik po Weronie, taki gotowy plan zwiedzania. 
Jeszcze mi chwilę zejdzie, wiadomo, ale staram się, aby, jak zwykle, był to najlepszy i najbardziej kompleksowy przewodnik dostępny w sieci.

Nie mam zamiaru ukrywać co mi się w mieście podobało, a co uważam za totalną porażkę. I pewnie nie każdemu się to spodoba, ale od tego właśnie są blogi, aby pisać to, co czujemy, nasze emocje i nasze oceny.

Jeśli chcesz mi napisać swoje odczucia, albo polecenia knajp, noclegów, mega miejscówek, zostaw to w komentarzu. 
Zależy mi, aby to była prawdziwa petarda, przewodnik i dla tych, co chcą wpaść na kilka godzin, albo kilka dni. 
Werona! Stay tuned!!!
  • Idylliczna Toskania.
Agriturismo Il Gorgo, Bettole.
  • Klasyka w najlepszym wydaniu 🍷 Portofino!

WSKAKUJ DO MOJEGO ŚWIATA

JESTEŚ ZE MNĄ NA FACEBOOKU?

Facebook Pagelike Widget
SHARE

Wyprawa fotograficzna w Toskanii. Relacja