Czy mroczny Turyn to tylko opowieść dla turystów szukających dreszczyku na nocnych spacerach? Nie. Ulicami, którymi dziś spaceruje się między kawiarniami i sklepami, naprawdę prowadzono kiedyś skazańców na egzekucję. Towarzyszyli im zakapturzeni członkowie bractwa, kat pobierał wynagrodzenie według urzędowego cennika, a tłum czekał na widowisko.
- Mroczny Turyn: ostatnia droga skazańców
- Ile kosztowała egzekucja?
- Bractwo, które mogło ocalić skazańca
- Krawiec, który miał zabić władcę za pomocą kukły
- Dżuma. Miasto, z którego uciekli rządzący
- Martellatore. Zabójca z młotkiem
- Dwa dni strzelaniny w centrum Turynu
- Mroczny Turyn po wojnie: Villarbasse 1947 i ostatnia egzekucja we Włoszech
- Piazza Statuto: Lucyfer czy triumf nauki?
- Kto wymyślił magiczny Turyn?
- Mroczny Turyn – co zwiedzić: podziemia i dawne więzienie
- Czy mroczny Turyn to tylko legenda?
- Planując swoją podróż
- Włoska poczta
Turyn nie potrzebował czarnej magii, aby stać się mrocznym miastem. Jego prawdziwa historia bywa bardziej niepokojąca niż legendy o Lucyferze, alchemikach i podziemnych grotach.
Na dzisiejszych placach wykonywano wyroki śmierci. Podczas dżumy w 1630 roku chorzy trafiali do lazaretów, dwór opuścił miasto, a za nim uciekła większość rady miejskiej. W 1710 roku stracono młodego krawca, który siedział już w więzieniu za udział w zabójstwie – tym razem oskarżono go o próbę uśmiercenia władcy za pomocą magicznej figurki. Na przełomie XIX i XX wieku miastem wstrząsnęła seria zabójstw dokonanych młotkiem. A w 1947 roku pod Turynem wykonano ostatni we Włoszech wyrok śmierci za przestępstwo pospolite.
A jednak to nie te wydarzenia zbudowały wizerunek Turynu jako włoskiej stolicy tajemnic. Większą sławę przyniosły mu opowieści o trójkątach białej i czarnej magii, przejściach do innych wymiarów i skrzydlatej postaci, która miałaby być samym Lucyferem. Powtarzano je tak długo, że zaczęły funkcjonować jak fakty historyczne.
Co naprawdę wydarzyło się w Turynie? Czy mroczny Turyn jest tylko miejską legendą, pomysłem rozpowszechnionym w XX wieku? Aby to sprawdzić, trzeba zejść z reprezentacyjnego Piazza Castello, zajrzeć w ulice starego miasta i podążyć trasą, którą przez stulecia prowadzono ludzi na śmierć.
Mroczny Turyn: ostatnia droga skazańców
Procesja wyruszała z więzienia przy dzisiejszej via San Domenico 13, nazywanego „Le Sanatorie” (od więzień senackich). Następnie przechodziła via Dora Grossa, czyli obecną via Garibaldi, jedną z najpopularniejszych ulic spacerowych Turynu. Po drodze skazaniec zatrzymywał się dwa razy, by otrzymać błogosławieństwo: w kościele Santi Martiri i w kościele Santa Croce przy dawnej contrada d’Italia, dzisiejszej via Milano.
Nie szedł sam. Towarzyszyli mu członkowie Confraternita della Misericordia – Bractwa Miłosierdzia, powołanego w Turynie w marcu 1578 roku za zgodą księcia Emanuela Filiberta Sabaudzkiego. Bractwo wspierało więźniów, przygotowywało skazańców na śmierć, odprowadzało ich na miejsce egzekucji, a później dbało o pochówek i modlitwę za ich dusze. Dzień przed egzekucją skazany trafiał do confortatorio, więziennej izby, w której modlono się z nim i dawano mu czyste ubranie.
Konfratrzy zasłaniali twarze kapturami i śpiewali Miserere. Kaptur chronił ich tożsamość, ale nadawał też procesji ponury charakter. Między szpalerem mieszkańców szedł człowiek, który wiedział, że za chwilę zginie, a obok niego zakapturzeni mężczyźni, strażnicy i duchowny.
Miejsca egzekucji zmieniały się wraz z rozwojem Turynu. W najdawniejszych wiekach skazańców tracono w okolicach Porta Palatina, później na Piazzetta delle Erbe, czyli dzisiejszym Piazza Palazzo di Città. W czasie francuskiej okupacji gilotyna stanęła na obecnym Piazza Carlo Emanuele II, nazywanym Piazza Carlina.
W XIX wieku najbardziej ponurą sławę zdobyło Rondò della Forca – Rondo Szubienicy – na skrzyżowaniu dzisiejszych corso Regina Margherita, corso Valdocco, corso Principe Eugenio i via Cigna. Szubienicy nie stawiano tu na stałe, montowano ją przed każdą egzekucją. Większość źródeł podaje, że wieszano tu skazańców między 1835 a 1853 rokiem. Dziś to ruchliwe skrzyżowanie i łatwo przejechać przez nie, nie wiedząc, skąd wzięła się jego nazwa.
Wskazówka I Mroczny Turyn łatwo połączyć z klasycznym zwiedzaniem miasta – od Muzeum Egipskiego po kawiarnie pod arkadami. Wszystko, czego potrzebujesz do zaplanowania pobytu, znajdziesz w moim przewodniku po Turynie.
Turyn potrafi zaskoczyć. 10 powodów, żeby polecieć do stolicy Piemontu
Ile kosztowała egzekucja?
W sabaudzkim Turynie praca kata była uregulowanym i opłacanym zajęciem. W 1575 roku za powieszenie skazańca kat otrzymywał 21 lirów, a za podpalenie stosu, na którym miała zginąć osoba oskarżona o czary – 16 lirów.
Kat był potrzebny państwu, ale odrzucany przez społeczeństwo. Turyn widział w nim człowieka, który zarabia na zabijaniu, choć na same egzekucje przychodziły tłumy. Paradoksalnie w kościele Sant’Agostino kat i jego rodzina mieli prawo do pochówku w uprzywilejowanym miejscu, pod dzwonnicą. W przyległym krużganku chowano natomiast straconych.
Przy via Franco Bonelli 2, w obrębie Quadrilatero Romano, znajdował się dom turyńskiego kata. Wąska uliczka jest dziś zabudowana zadbanymi kamienicami i nic nie zdradza, kto tu mieszkał. Ostatni turyński kat, Piero Pantoni, wykonał swoją ostatnią egzekucję w 1853 roku.
Jednym z duchownych towarzyszących skazańcom był Giuseppe Cafasso, późniejszy święty Kościoła katolickiego. Nazywano go prete della forca – księdzem szubienicy. Nie dlatego, że domagał się surowych kar, lecz dlatego, że pozostawał przy skazanych wtedy, gdy inni już ich odrzucili. Odprowadził na szafot 68 skazańców. To był ten mroczny Turyn.
W miejscu, gdzie stawiano szubienicę, stoi dziś jego pomnik z brązu dzieła Virgilia Audagny. Przedstawia duchownego, który pokazuje skazańcowi krucyfiks. Odsłonięto go w 1960 roku, w stulecie śmierci świętego, na prośbę więźniów z całych Włoch.
Bractwo, które mogło ocalić skazańca
Siedziba Arciconfraternita della Misericordia znajduje się przy via Barbaroux 41. Tutejszy kościół, przebudowany w latach 1720–1751, poświęcono ściętemu św. Janowi Chrzcicielowi (San Giovanni Decollato), a symbolem wspólnoty stała się jego głowa na tacy. W niszach kościoła do dziś przechowywane są księga z nazwiskami straconych, czarne kaptury i szklanka, z której skazaniec brał ostatni łyk.
Bractwo nie ograniczało się do towarzyszenia w ostatniej drodze. Podobnie jak rzymska Misericordia, która od 1540 roku mogła co roku uwolnić jednego skazanego na śmierć, turyńskie bractwo otrzymało w 1581 roku od księcia Karola Emanuela I prawo uwolnienia co roku jednego skazańca. W 1650 roku przywilej rozszerzono do dwóch, a w 1679 roku do trzech osób. Nie obejmował on jednak między innymi fałszerzy monet, zabójców, krzywoprzysięzców ani ludzi skazanych za obrazę majestatu.
Ciała straconych, których nie objął akt łaski, przez wieki chowano w krużganku Sant’Agostino, a od końca XVIII wieku na cmentarzu San Pietro in Vincoli, w wydzielonej kwaterze straconych.
Najbardziej niepokojące w tej historii nie jest to, że Turyn miał kata, szubienicę i cmentarz dla straconych. Podobny system działał w wielu europejskich miastach. Bardziej uderza sposób, w jaki egzekucję włączono w zwykły rytm życia. Miała własną trasę, ceremoniał, instytucje, cennik i publiczność.
Wskazówka I Jeśli chcesz poznać mroczny Turyn z przewodnikiem, wybierz się na wieczorny spacer Torino Noir prowadzący przez dawne miejsca egzekucji, więzienia i historie turyńskiej kroniki kryminalnej.
Krawiec, który miał zabić władcę za pomocą kukły
Historia Giovanniego Antonia Boccalara zaczęła się od więziennego donosu. To prawdziwie mroczny Turyn.
W 1709 roku Antonio Barbero przekazał strażnikom, że jeden z jego współwięźniów przygotowuje magiczny zamach na Wiktora Amadeusza II, księcia Sabaudii (koronę królewską władca zdobędzie dopiero w 1713 roku). Oskarżonym był dwudziestosiedmioletni krawiec pochodzący z Caselle, a mieszkający w Salussoli. Od około dwóch lat siedział w więzieniach senackich w Turynie za udział w zabójstwie poborcy podatkowego.
Tym razem nie zarzucano mu jednak zwykłego zamachu. Według Barbera Boccalaro zamierzał ulepić woskową figurkę przedstawiającą władcę, a następnie zniszczyć ją podczas magicznego rytuału. Śmierć podobizny miała sprowadzić śmierć na księcia.
Donos potraktowano poważnie. Barbero zeznał, że Boccalaro zrezygnował z wosku, bo bał się, że zostanie odkryty, i postanowił uszyć figurkę z płótna. Po jej ochrzczeniu miała zadziałać równie skutecznie. Chrzest kukły to motyw dobrze znany z ówczesnych tekstów magii ceremonialnej.
Rzekomy motyw był zaskakująco praktyczny. Według zeznań Boccalaro liczył na to, że po śmierci Wiktora Amadeusza II nowy władca ogłosi amnestię i wypuści część więźniów.
Całą historię można by uznać za więzienną fantazję albo próbę zaszkodzenia nielubianemu współwięźniowi. Senat nakazał jednak obserwować Boccalara, a podczas zarządzonego przeszukania znaleziono figurkę.
Była zrobiona z płótna i zszyta białą nicią. Zaznaczono na niej oczy, brwi, nos, ręce i nogi. Wyglądała jak prosta lalka szyta dla dziecka, ale w oczach śledczych stała się narzędziem planowanego królobójstwa.
Boccalaro zaprzeczył, jakoby miał z nią cokolwiek wspólnego. Utrzymywał, że współwięźniowie podrzucili ją między jego rzeczy, licząc na nagrodę albo złagodzenie własnych kar. Nie była to wersja niemożliwa: oskarżenia wnieśli pospolici przestępcy i więzienni strażnicy.
Między końcem 1709 a pierwszymi tygodniami 1710 roku przesłuchano go trzykrotnie. Za każdym razem zapewniał o swojej niewinności. Nie uwierzono mu ani razu.
W tło warto dodać jeszcze jedno. Wiktor Amadeusz II wierzył, że jego pierworodny syn zmarł od uroku, a astrologia miała na jego dworze realne znaczenie. W takim klimacie płócienna lalka nie była dla sędziów zabawką.
Mroczny Turyn 1710: kara, która miała być przestrogą
Wyrok zapadł 28 stycznia 1710 roku, a wykonano go dwa dni później, 30 stycznia, na dawnym Piazza delle Erbe, czyli dzisiejszym Piazza Palazzo di Città. Boccalaro musiał stanąć boso, w samej koszuli, z zapaloną pochodnią w dłoni i publicznie prosić o przebaczenie. Następnie jego ciało szarpano rozżarzonymi szczypcami, po czym został powieszony, a potem zawieszony za jedną stopę, by wszyscy mogli go zobaczyć.
Na tym wyrok się nie kończył. Zwłoki poćwiartowano, a ich części wystawiono przy czterech bramach Turynu. Głowę umieszczono na kolumnie hańby. Pozostałe szczątki spalono na placu, a popiół rozsypano na wietrze.
Boccalaro nie był niewinnym człowiekiem przypadkowo uwięzionym przez wymiar sprawiedliwości. Wcześniej uczestniczył w zabójstwie. Nie zmienia to faktu, że w sprawie magicznego zamachu najważniejsze zeznania złożyli ludzie, którzy mogli liczyć na osobistą korzyść, a oskarżony do końca zaprzeczał.
Nie dowiemy się, kto uszył figurkę. Najważniejsze nie jest jednak pytanie, czy magia mogła zadziałać. Lalka nie mogła zabić księcia, ale wiara sędziów w jej moc pomogła skazać człowieka na wyjątkowo okrutną śmierć. Jak bardzo był wówcas mroczny Turyn.
Dżuma. Miasto, z którego uciekli rządzący
W 1630 roku Turyn zaatakowała dżuma. Miasto liczyło wtedy około 25–30 tysięcy mieszkańców. W ciągu roku zmarło od 8 do 9 tysięcy z nich, a wielu pozostałych uciekało. Jeśli mroczny Turyn ma swój najczarniejszy rok, to jest nim właśnie 1630.
Epidemia rozwijała się w czasie wojny o sukcesję mantuańską. Przez Piemont przemieszczały się francuskie, hiszpańskie i cesarskie wojska, a wraz z żołnierzami wędrowały choroby i głód. Pierwsze podejrzane przypadki odnotowano zimą 1629 roku, a wiosną zaraza pojawiła się na granicach Turynu. Magistrat zdrowia zamknął miasto w kwarantannie, ale kontrole podróżnych, towarów i bram nie zatrzymały zakażeń.
W najgorszym okresie Turyn opuścił dwór księcia Karola Emanuela I, który zmarł w lipcu 1630 roku. Władzę przejął jego syn, Wiktor Amadeusz I, w księstwie zniszczonym wojną i zarazą. Z miasta uciekli też radni, a sekretarz rady leżał chory w Chieri. Zarząd nad miastem przejął książęcy magistrat zdrowia.
Najważniejszą postacią tego czasu był Gian Francesco Bellezia, jeden z dwóch burmistrzów Turynu (sindaci), który został w mieście, gdy inni wyjechali. Kiedy w sierpniu 1630 roku wybrano nowych sindaci, Bellezia nadal pracował dla miasta jako urzędnik finansowy, a potem jego adwokat. Turyńczycy zapamiętali go jako sindaco della peste. Obok niego działał protomedyk Gian Francesco Fiochetto, który leczył chorych, nadzorował działania sanitarne i opisywał przebieg zarazy.
Chorych oddzielano od zdrowych i kierowano do lazaretów przy Maddalene, za Dorą. Stało tam ponad czterysta drewnianych baraków, a opiekę nad chorymi przejęli m.in. kapucyni. Ówczesna medycyna nie znała bakterii odpowiedzialnej za dżumę ani roli pcheł. Stosowano jednak izolację, kwarantannę i kontrolę ruchu ludzi oraz towarów. Fiochetto zebrał swoje obserwacje w Trattato della peste et pestifero contagio di Torino („Traktat o dżumie i morowej zarazie w Turynie”) wydanym w 1631 roku.
Mroczny Turyn w czasach dżumy: polowanie na rozsiewaczy zarazy
Strach przed dżumą szybko zmienił się w polowanie na winnych. Podobnie jak w Mediolanie, opisanym później przez Manzoniego, w Turynie szukano untori – ludzi, którzy rzekomo smarowali drzwi trucizną, by roznosić chorobę.
Fiochetto opisuje dziewczynę imieniem Margarita, uznaną za niezupełnie poczytalną, która miała smarować drzwi za pieniądze. Oskarżyła strażnika książęcej gwardii Francesca Giuguliera. Mimo że był już chory i bliski śmierci, rozstrzelano go z arkebuza i spalono na Piazza Castello. Dziewczyna oskarżyła też własną matkę, która zmarła na dżumę w więzieniu, a potem ojca. Ojciec przetrwał tortury i uniknął egzekucji. Margaritę skazano na chłostę, oszczędzając ją ze względu na „niezupełny rozum”.
Zaraza zmieniła codzienne relacje. Dom, w którym pojawił się przypadek choroby, można było odciąć od reszty miasta. Sąsiad stawał się potencjalnym nosicielem, przybysz zagrożeniem, a przedmiot przyniesiony z zewnątrz możliwym źródłem zakażenia. Na ulicach leżały ciała, a monatti (grabarze zbierający ciała zmarłych na dżumę) nie nadążali z ich grzebaniem.
Turyn przetrwał i szybko ponownie się zaludnił, głównie dzięki przybyszom. Pod koniec XVII wieku liczył już około 44 tysięcy mieszkańców. Dżuma zostawiła jednak pamięć miasta niemal opróżnionego, w którym garstka ludzi próbowała utrzymać administrację i opiekę nad chorymi.
Martellatore. Zabójca z młotkiem
2 listopada 1899 roku mieszkańcy kamienicy przy via Magenta 5 zaniepokoili się nieobecnością portierki Orsoli Filippini. W jej mieszkaniu policja znalazła ciało z czaszką rozbitą młotkiem. Zatrzymano lokatora, który był już notowany – Enrica Ballora – ale z braku dowodów trzeba go było zwolnić.
Niespełna miesiąc później, 26 listopada, w mieszkaniu przy piazza Crimea znaleziono zwłoki Teresy Corony i Erminii Citti, zabitych uderzeniami młotka w głowę. Rok później, według lekarza sądowego tym samym sposobem, zginął Massimino Ballor, ogrodnik w willi Meille przy corso Moncalieri. 30 listopada 1900 roku policja aresztowała jego bratanka – Enrica Ballora.
Tym razem śledztwo doprowadziło go przed sąd. W czerwcu 1901 roku sąd przysięgłych skazał go najpierw za zabójstwo wuja na dożywocie, a kilka dni później za zabójstwo portierki na 30 lat więzienia i dziesięć miesięcy nadzoru. Potem Ballor przyznał się także do podwójnego zabójstwa przy piazza Crimea. Na procesie w listopadzie 1901 roku obrona przekonywała, że jest niepoczytalny, i biegli psychiatrzy to popierali. Ludowa ława przysięgłych odrzuciła jednak tę tezę i Ballor dostał drugie dożywocie. Karę odbywał w więzieniu Porto Longone na Elbie, skąd przeniesiono go do kryminalnego szpitala psychiatrycznego w Aversie.
Sprawa zainteresowała Cesarego Lombrosa, lekarza i twórcę antropologii kryminalnej. Lombroso uważał, że skłonność do przestępstwa można rozpoznać po budowie ciała, kształcie czaszki i innych cechach fizycznych.
Dziś wiadomo, że teoria „urodzonego przestępcy” nie miała podstaw naukowych. Museo di Antropologia Criminale Cesare Lombroso przy via Pietro Giuria 15, należące do Uniwersytetu Turyńskiego, nie przedstawia jej jako aktualnej wiedzy. Pokazuje natomiast, w jaki sposób Lombroso doszedł do swoich wniosków i jakie błędy popełnił.
Historia Martellatore („Młotkarza”) opowiada więc nie tylko o pierwszym turyńskim seryjnym zabójcy. Pokazuje też moment, w którym młoda kryminologia próbowała wyjaśnić zbrodnię, szukając jej śladów w twarzy, czaszce i ciele człowieka.
Dwa dni strzelaniny w centrum Turynu
Nie wszystkie ofiary mrocznej historii miasta zginęły z wyroku sądu albo z ręki przestępcy. We wrześniu 1864 roku ogień do mieszkańców otworzyły siły porządkowe.
15 września Królestwo Włoch zawarło z Francją porozumienie, tzw. konwencję wrześniową, dotyczące wycofania francuskich wojsk z Rzymu. Jego warunkiem było przeniesienie stolicy z Turynu do innego miasta. Gdy wiadomość trafiła do prasy, na ulice wyszli turyńczycy, którzy obawiali się politycznej i gospodarczej degradacji miasta.
21 września rano doszło do starć na Piazza San Carlo. Po południu kadeci karabinierów, broniący siedziby Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przy Piazza Castello, otworzyli ogień do tłumu. Wieczorem 22 września na Piazza San Carlo karabinierzy strzelali w tłum i trafili przechodzący przez plac batalion piechoty. Żołnierze odpowiedzieli ogniem i plac znalazł się w krzyżowym ostrzale między karabinierami, piechotą i cywilami.
Według tablicy umieszczonej przez miasto przy Piazza San Carlo 161 zginęły 52 osoby, a 187 zostało rannych. Część opracowań podaje nieco inne liczby, na przykład 62 zabitych. Rząd Minghettiego upadł kilka dni później, a wszyscy aresztowani zostali objęci amnestią w lutym 1865 roku. Nikogo nie skazano. Historyk Enzo Ciconte nazwał te wydarzenia w tytule swojej książki pierwszą masakrą bez winnych w zjednoczonych Włoszech. Stolica i tak została przeniesiona: Florencja przejęła jej funkcję w 1865 roku, zanim w 1871 roku zastąpił ją Rzym .
Piazza San Carlo oglądamy zwykle jako jeden z najbardziej eleganckich placów Turynu. Pod arkadami stoją kawiarniane stoliki, pośrodku wznosi się pomnik Emanuela Filiberta, a na południowym krańcu plac zamykają fasady bliźniaczych kościołów Santa Cristina i San Carlo. Niewielka tablica przy numerze 161 przypomina, że ten sam plac był sceną jednej z najkrwawszych demonstracji w dziejach miasta.
Mroczny Turyn po wojnie: Villarbasse 1947 i ostatnia egzekucja we Włoszech
Historia wyroków śmierci w Turynie nie kończy się na Rondò della Forca. To właśnie tutaj, 4 marca 1947 roku, wykonano ostatni we Włoszech wyrok śmierci za przestępstwo pospolite.
Zbrodnia wydarzyła się 20 listopada 1945 roku w gospodarstwie w Villarbasse, małej miejscowości pod Turynem. Czterech mężczyzn przybyłych z Sycylii napadło dla rabunku na cascinę, czyli duże piemonckie gospodarstwo z domem mieszkalnym i zabudowaniami wokół dziedzińca. Zabili kijami dziesięć osób – sześciu mężczyzn i cztery kobiety, i wrzucili je, część jeszcze żywych, do cysterny. Oszczędzili tylko dwuletnie dziecko, które spało na kanapie. Łup był nędzny.
Przez kilka miesięcy podejrzenia padały na byłych partyzantów z okolicy. Dopiero później aresztowano prawdziwych sprawców. Jeden z nich, Pietro Lala, zginął na Sycylii, zanim trafił w ręce policji. Trzej pozostali – Giovanni D’Ignoti, Francesco La Barbera i Giovanni Puleo – zostali skazani na śmierć 5 lipca 1946 roku.
W tym czasie Zgromadzenie Konstytucyjne (Assemblea Costituente) – parlament wybrany 2 czerwca 1946 roku, w dniu referendum, w którym Włosi wybrali republikę – pracowało już nad nową konstytucją. Miała ona znieść karę śmierci. Prezydent Enrico De Nicola odmówił jednak ułaskawienia ze względu na okrucieństwo zbrodni. Skazanych rozstrzelano o 7.40 rano na strzelnicy Basse di Stura, dawnym tereņie łowieckim Sabaudów, przywiązanych do krzeseł, plecami do plutonu. Jako dziennikarz „Gazzetty del Popolo” egzekucję oglądał młody Giorgio Bocca, później jeden z najbardziej znanych włoskich publicystów.
Dzień później, 5 marca 1947 roku, w Ligurii rozstrzelano trzech faszystowskich kolaborantów – była to ostatnia egzekucja we Włoszech w ogóle. Od 1 stycznia 1948 roku konstytucja zakazała kary śmierci za przestępstwa pospolite. Z wojskowego kodeksu na czas wojny usunięto ją dopiero w 1994 roku.
Historię Villarbasse, a także cele skazańców na śmierć, można poznać podczas zwiedzania dawnego więzienia Le Nuove.
Piazza Statuto: Lucyfer czy triumf nauki?
Piazza Statuto uchodzi dziś za najciemniejszy punkt magicznego Turynu. Według popularnej opowieści właśnie tutaj zbiegają się negatywne energie, a plac jest jednym z wierzchołków trójkąta czarnej magii, łączącego mroczny Turyn z Londynem i San Francisco.
Najwięcej podejrzeń budzi pomnik tunelu kolejowego Fréjus. Na piramidzie z ciemnych głazów leżą nagie postacie tytanów, a na szczycie stoi skrzydlata postać. W wersji ezoterycznej to Lucyfer górujący nad pokonanymi ludźmi.
Historia pomnika jest jednak dobrze udokumentowana. Pomysł wyszedł od hrabiego Marcella Panissery, prezesa Accademia Albertina, a figury wyrzeźbił Luigi Belli. Monument odsłonięto 26 października 1879 roku w obecności króla Umberta I, osiem lat po otwarciu tunelu. Zbiórkę pieniędzy prowadziły turyńskie stowarzyszenia robotnicze, a wokół pomnika wyryto nazwiska trzech inżynierów tunelu: Sommeillera, Grattoniego i Grandisa. Głazy pochodzą z drążenia tunelu. Siedmiu tytanów symbolizuje brutalną siłę natury, a stojąca nad nimi figura to uskrzydlony Geniusz Nauki. Kompozycja przedstawia zwycięstwo wiedzy i techniki nad materią – typowy dla epoki pozytywistyczny triumf postępu, a nie panowanie szatana nad miastem.
Na placu stoi też Guglia Beccaria, obelisk wyznaczający jeden z końców odcinka pomiarowego, z którego w XVIII wieku zakonnik i matematyk Giovanni Battista Beccaria wyznaczał południk Turynu (drugi koniec znajduje się w Rivoli). Do legendy dopisano również kanały i wejścia techniczne pod placem, przedstawiane czasem jako bramy do podziemnych grot. Pomogła też bliskość Rondò della Forca i popularna etymologia sąsiedniej dzielnicy Valdocco, wywodzona od łacińskiego Vallis Occisorum, „Doliny Zabitych”.
Żadna wiarygodna dokumentacja nie potwierdza, że pod Piazza Statuto istnieją „groty alchemiczne”, służące dawnym magom albo prowadzące do innego wymiaru. Turyn ma za to prawdziwe, udokumentowane podziemia – o nich niżej.
Portone del Diavolo. Prawdziwe drzwi, niepotwierdzone zbrodnie
Portone del Diavolo istnieje naprawdę. Znajdziesz go przy via XX Settembre 40, na rogu via Alfieri, w wejściu do Palazzo Trucchi di Levaldigi. Pałac powstał około 1673–1677 roku dla Giovanniego Battisty Trucchiego, hrabiego Levaldigi i generała finansów (Generale delle Finanze) księstwa Sabaudii. Zaprojektował go Amedeo di Castellamonte.
Drewniany porton pochodzi z 1675 roku. Zdobią go kwiaty, owoce, zwierzęta i postacie amorków, a z bocznych paneli spoglądają surowe twarze. Pośrodku znajduje się brązowa kołatka w kształcie diabelskiej głowy z rogami, z której ust wychodzą dwa splecione węże. Ten szczegół wystarczył, by wokół wejścia narosły historie o czarnej magii.
Według jednej z nich drzwi pojawiły się w ciągu jednej nocy, a diabeł uwięził za nimi ucznia czarnoksiężnika, który nierozważnie go przywołał. Inna opowieść mówi o tancerce, która w 1790 roku padła martwa podczas balu, zasztyletowana przez niewidzialną rękę. Jeszcze inna – o francuskim oficerze, który wszedł do pałacu i nigdy z niego nie wyszedł, a po latach jego szkielet znaleziono zamurowany w ścianie.
Historie są efektowne, ale nie znalazłam wiarygodnych dokumentów potwierdzających śmierć tancerki, zniknięcie oficera ani odnalezienie jego szczątków. Faktem pozostają pałac, siedemnastowieczny porton i kołatka. Reszta należy do miejskiego folkloru.
Do opowieści dołączono później kolejne „zbiegi okoliczności”. Według legendy w XVII wieku działała tu pierwsza fabryka kart do tarota, karta numer XV przedstawia diabła, a pałac miał dawniej numer 15. Nie ma na to potwierdzenia w dokumentach, a historia o fabryce sytuowanej „ok. 1600 roku” kłóci się z faktem, że pałac zbudowano dopiero w latach 70. XVII wieku. To elementy dopisane do narracji już po powstaniu budynku. Dziś za diabelskimi drzwiami mieści się oddział banku.
Kto wymyślił magiczny Turyn?
Turyn miał rzeczywiste związki z masonerią, spirytyzmem i okultyzmem. W drugiej połowie XIX wieku, w czasach ostrego konfliktu państwa sabaudzkiego z Kościołem, władze tolerowały tu różne ruchy religijne i ezoteryczne, a Kościół chętnie przypisywał je diabłu. Nie oznacza to jednak, że od wieków uważano miasto za wierzchołek dwóch światowych trójkątów magii.
Współczesna opowieść o Torino magica powstała znacznie później.
Jednym z jej twórców był malarz Lorenzo Alessandri (1927–2000). Pod koniec wojny, jako osiemnastolatek, założył w Turynie pracownię-grupę artystyczną Soffitta Macabra („Makabryczny Strych”), a w 1964 roku ruch Surfanta. Potwory z jego surrealistycznych obrazów i plotki o czarnych mszach odprawianych przez jego grupę na wzgórzach nad Giaveno dobrze pasowały do rodzącej się legendy.
W następnych dekadach do tego środowiska zbliżył się Gianluigi Marianini – turyński dandys, erudyta i barwna postać znana z teleturnieju Lascia o raddoppia? z lat 50. To jemu przypisuje się rozwijanie opowieści o magicznych trójkątach, Graalu ukrytym pod Gran Madre di Dio, Fontanie Angelica, Portone del Diavolo, a nawet o UFO nad górą Musinè.
Przełom nastąpił w latach 1968–1972. Studenci-goliardzi pod wodzą Marianiniego, przy współudziale młodego dziennikarza „Stampy Sera” Vittoria Messoriego (później słynnego katolickiego pisarza i rozmówcy papieży), zaczęli publikować rewelacje o turyńskich satanistach. Messori przyznał po latach, że wraz z innymi rzucał informacje i liczby, których nikt nie był w stanie ani potwierdzić, ani obalić. W ten sposób narodziła się słynna liczba 40 tysięcy satanistów działających rzekomo w Turynie. W 1988 roku autorzy ujawnili, że był to żart.
Gdyby liczba była prawdziwa, w latach 70. satanistą musiałby być mniej więcej co trzydziesty mieszkaniec miasta. Socjolog religii Massimo Introvigne, który jako jeden z pierwszych zrekonstruował historię tej mistyfikacji, szacuje, że satanistów było w Turynie mniej niż dwustu. Liczba zaczęła jednak żyć własnym życiem: powtarzały ją gazety, przewodniki i autorzy kolejnych książek, a w latach 80. i 90. „Der Spiegel” i japońska prasa pisały o Turynie jako mieście szatana.
Podobnie było z trójkątem czarnej magii Turyn– Londyn –San Francisco i trójkątem białej magii Turyn–Lyon–Praga. Wymowne jest to, że pozostałe wierzchołki zmieniają się zależnie od wersji – stały jest tylko Turyn. To nie tradycja ze średniowiecza ani teoria z dawnych traktatów, lecz współczesna miejska legenda, która dostała atrakcyjną mapę, konkretne punkty i pozory starej wiedzy.
W marcu 2023 roku temat ponownie podjęła „La Stampa”, opisując ustalenia FAI: trójkąty, Portone del Diavolo i mit Fontany Angelica to wymysły. Nie oznacza to, że turyńskie historie o magii są bezwartościowe. Są częścią kultury miasta i dobrym przykładem tego, jak rodzi się legenda.
Wskazówka I Mroczny Turyn zobaczysz m.in. podczas wycieczek Torino Magica. Przewodnicy pokazują Piazza Statuto, Portone del Diavolo i inne miejsca związane z turyńskim ezoteryzmem. Warto potraktować taki spacer jako spotkanie z miejskim folklorem i architekturą, a nie dowód na istnienie magicznych trójkątów czy podziemnych przejść do innego świata.
Mroczny Turyn – co zwiedzić: podziemia i dawne więzienie
Zamiast szukać alchemicznych grot, warto zejść tam, gdzie mroczna historia Turynu jest udokumentowana co do metra.
Galerie kontrminowe Cytadeli – Museo Pietro Micca. Pod Turynem biegnie około 14 kilometrów korytarzy wydrążonych na początku XVIII wieku do obrony Cytadeli przed francuskimi minerami. Podczas oblężenia w 1706 roku saper Pietro Micca odpalił w jednej z galerii ładunek prochu i zginął, zatrzymując wdzierających się Francuzów. Muzeum przy via Guicciardini 7a, otwarte w 1961 roku, prowadzi do udostępnionego fragmentu galerii – miejscami niskich i ciasnych – aż do schodów, którymi Micca zbiegał po podpaleniu lontu, i do miejsca, w którym znaleziono jego ciało.
Dawne więzienie Le Nuove. Więzienie przy corso Vittorio Emanuele II zbudowano w latach 1862–1870 na planie podwójnego krzyża. Ze środkowego punktu rozchodzą się skrzydła z celami, dzięki czemu strażnik mógł z jednego miejsca obserwować wszystkie korytarze naraz. To wariant panoptikonu, idealnego więzienia wymyślonego pod koniec XVIII wieku przez angielskiego filozofa Jeremy’ego Benthama, w którym więzień nigdy nie wie, czy właśnie jest obserwowany. Le Nuove działało jako więzienie do 1986 roku. W czasach faszyzmu więziono tu przeciwników reżimu, partyzantów i Żydów, a jednym ze skrzydeł zarządzało SS – było to słynne „skrzydło niemieckie”, w którym torturowano więźniów. Zwiedza się je wyłącznie z przewodnikami-wolontariuszami. Trasa obejmuje cele izolacyjne, cele skazanych na śmierć, historię ostatniej egzekucji we Włoszech i schron przeciwlotniczy.
Museo di Antropologia Criminale Cesare Lombroso (via Pietro Giuria 15) dopełnia ten szlak, pokazuje czaszki, maski i przedmioty zebrane przez Lombrosa oraz to, jak bardzo mylna była jego teoria.
Godziny otwarcia i zasady rezerwacji we wszystkich trzech miejscach się zmieniają – przed wizytą sprawdź je na oficjalnych stronach.
Czy mroczny Turyn to tylko legenda?
Turyn nie jest bardziej „przeklęty” niż inne stare europejskie miasta. Ma jednak cechy, które sprzyjają takim opowieściom: regularne ulice przechodzące w ciemne arkady, reprezentacyjne place, dawne więzienia, pałace o zamkniętych fasadach i widoczne w przestrzeni ślady wymierzania sprawiedliwości.
Planując swoją podróż
Znajdź hotel lub apartament na wakacje dzięki booking.com.
Pamiętaj, aby zawsze mieć wykupione ubezpieczenie turystyczne. Ja korzystam z najlepszej na rynku porównywarki rankomat.pl.
Jeśli potrzebujesz samochodu we Włoszech, skorzystaj z discovercars.com.
Zarezerwuj bilet wstępu do muzeum przez Get Your Guide.
Potrzebujesz biletów na prom? Znajdziesz je na Direct Ferries.
W artykule znajdują się linki afiliacyjne. Jeśli zarezerwujesz przez nie bilet lub wycieczkę, mogę otrzymać niewielką prowizję. Dla Ciebie cena pozostaje bez zmian.
Włoska poczta
Nieprzypadkowe miejsca, prawdziwe smaki i sprawdzone wskazówki. Co tydzień w Twojej skrzynce. Dołącz do tysięcy czytelników, którzy planują Włochy mądrzej.
Jeśli potrzebujesz pomocy w znalezieniu praktycznych informacji, dołącz do grupy na FB Moje wielkie włoskie podróże.
Zajrzyj na Instagram. Tam pokazuję małe fragmenty włoskiego życia.
La vita è bella! Życie jest piękne!





