Dankę poznałam kilka miesięcy temu, szperając w internecie natknęłam się ciekawą stronę, był telefon, zadzwoniłam. To był impuls. Ona też nie wiedząc zupełnie dlaczego, opowiedziała mi swoją historię. Jeden telefon, a poznałam wspaniałą osobę! Danusia przyjechała do Toskanii z miłości do pewnego Włocha, pokochała jego rodzinę i jego kraj, zaręczyli się i wtedy … narzeczony zginął tragicznie. Toskania-01A jednak jej toskańska przygoda nie zakończyła się. Nie spakowała się, nie wróciła do domu. Pomogła sobie i niedoszłym teściom spokojnie poukładać sprawy, zanim każdy był gotowy pójść w swoją stronę. To trwało długo, ale widocznie obie strony tego potrzebowały. Danka stanęła na własnych nogach i może Wam w końcu opowiedzieć, dlaczego tu, w Toskanii jest wszystko to, co kocha. Zaprosiłam Dankę do wpisu na moim blogu w ramach projektu Polki w Italii polecają. Ale … się spóźniła:). Nie mogę jednak jej wpisu nie opublikować:). Napisała wspaniałą opowieść pełną smaków, pracy i radości z życia i jego najdrobniejszych drobiazgów.

Oto jej historia i jej …dania w roli głównej!

A wszystko zaczęło się od miłości

Nigdy nie marzyłam o przeprowadzce z moich rodzinnych Beskidów. Tym bardziej na myśl by mi nie przyszło, że zamieszkam i będę żyć w innym kraju. Zaraz po ukończeniu studiów wyjechałam do Włoch na trzy miesiące, a w tym roku od wyjazdu minęło sześć lat… Zatrzymała mnie tu miłość i teraz już czuję się pół Włoszką. Mój dom i moją codzienność otaczają winnice, gaje oliwne, alejki dostojnych cyprysów i pola uśmiechniętych słoneczników. Mój dom to Toskania.

___________  W Toskanii jest wszystko, co kocham.

Tu odnalazłam moje miejsce na ziemi

i to co było mi przeznaczone, prawdziwą miłość,

która jak się okazuje, jest silniejsza

od „dopóki śmierć nas nie rozłączy”. ______________

 

Flower01

Danuta IndykDanuta Indyk

„Home isn’t a place, it’s a feeling” Mieszkam na wsi w sercu Toskanii w dolinie Valdichiana graniczącej z najpiękniejszą pejzażowo Val d’Orcia. W tym urokliwym zakątku Toskanii prowadzę agroturystykę. Moja miłość do tego regionu, jego krajobrazu i kuchni, kultury i sztuki, przejawia się w codziennej pracy związanej z agroturystyką i otaczającym ją gospodarstwem, w każdym własnoręcznie, z ogromną pasją przygotowywanym daniu i deserze, w relacjach z turystami i zaangażowaniu w organizację każdemu z nich niezapomnianego wypoczynku. Jestem absolwentką Wydziału Technologii Żywności i Żywienia Człowieka na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie.

Moje wykształcenie idzie w parze z zamiłowaniem, bowiem kuchnia to zdecydowanie moje ulubione miejsce w domu.

Jako dietetyk, uwielbiam wszystko co zdrowe, całkowicie poddając się BIO-modzie, ale w moim menu nie brakuje przekąsek, dań makaronowych, pokaźnego wołowego steka, pizzy, słodkiego deseru i oczywiście królującego na stole do każdego obiadu i kolacji wina. Tu nie ma sprzeczności czy niekonsekwencji, moim zdaniem to właśnie prawdziwie zdrowe podejście do życia – jeść wszystko, lecz z dystansem i umiarem! Daleko mi do perfekcyjnej pani domu jak i tej ch…-owej, ostatnio mocno wylansowanej w sieci. Gotuję z uśmiechem i pełnym zaangażowaniem, bo lubię!

Antipasto Tipico Toscano – Crostini misti

Na przystawkę uwielbiane są crostini czyli małe kanapeczki ze świeżego lub opiekanego chleba (bruscchetta). Pieczywo typowe toskańskie jest bez soli. Pasty do crostini są różnorodne, a najbardziej znane w tym regionie są crostini con fegatini di pollo – z pasztetem z wątróbek kurzych, znane jako właśnie crostini toscani. Pasztet jest przepyszny, a w skład jego oprócz wątróbki wchodzą między innymi: kapary, cebula, acciuge, wino, oliwa z oliwek, liść laurowy i inne przyprawy. Inne smaczne pasty do crostini są robione na bazie karczochów, szparagów, fasolki, tuńczyka z kaparami, grzybków, pietruszki i czosnku no i najsmaczniejsza i najprostsza bruschetta ze świeżymi pomidorami, oliwą i bazylią. Oczywiście wszystkie pasty przyrządzam własnoręcznie ze świeżych produktów, co doceniają moi goście i dlatego tak kochają moje antipasto. Antipasti-antipasti-toscana

Primo piatto!

I like pasta! Toskańskie pici…czyli grube robione ręcznie spaghetti, specjalność regionalnych gospodyń. Pasta fatta In casa czyli makaron domowy ręcznie robiony to wielka tradycja włoskiej kuchni i mimo tego, że przygotowanie takiego dania jest pracochłonne to nawet w dzisiejszym zabieganym świecie ta włoska tradycja nie zatraciła się i nie ma niedzielnego obiadu bez domowego makaronu. Ilekroć zostanę zaproszona gdziekolwiek w Toskanii na obiad w niedzielę lub nawet pojawię się u znajomych bez zapowiedzi, wiem że jako primo czyli pierwsze danie będzie właśnie ręcznie robiona pasta, której smak jest wart poświęconego czasu. Makaron domowy po prostu rozpływa się w ustach! Toskańskim specjałem są pici.

Pici to grube spaghetti robione ręcznie. Jest jeszcze wariant robiony czy też „wygrywany” na specjalnej gitarze i to zdecydowanie moje ulubione muzykowanie w kuchni. Sposób przygotowania pici wydaje się być całkiem prosty, a uwierzcie, że wymaga kunsztu! Ciasto należy rozwałkować na grubość ok. 3 cm i pokroić na półcentymetrowe paseczki.

Tu zaczyna się zabawa! Bierzemy po jednym paseczku. Rozciągamy lewą ręką, a prawą rolujemy na zewnątrz aż uformuje się długie i grube spaghetti. Pici nie może być ideale, ale staramy się, aby mniej więcej wychodziły ruloniki takiej samej grubości, by równomiernie się ugotowały. Zaraz po uformowaniu obficie posypujemy mąką, by się nie posklejały. Ponieważ zrobienie takiego makaronu dla licznej rodziny zajmuje naprawdę sporo czasu, częściej niż tradycyjne pici robię spaghetti alla gittara! Pici-toscana

Do przygotowania gitarowych spaghetti potrzebna jest oczywiście gitara! Nie spotkałam się nigdzie w Polsce z takim kuchennym sprzętem, ale coraz więcej moich gości kupują ją sobie na targu w małych miasteczkach. Domowe pici są same w sobie znakomite, nie wymagają ciężkich sosów, a najprostszych, jak sos pomidorowy ze świeżych pomidorów z czosnkiem czy pesto. Jednak za numero uno czyli mistrzowskie uważam pici alle briciole (z okruszkami chleba!). Przyrządza się je prażąc miąższ chleba pszennego i doprawiając to oliwą z oliwek (najlepiej pikantną z dodatkiem peperoncino).

To doskonały przykład prawdziwej kuchni toskańskiej, bowiem w tej kuchni wyznawana jest zasada „nie marnować” stąd nie wyrzuca się nawet czerstwego chleba. Jest on natomiast składnikiem wielu potraw, a wśród nich oprócz dodatku do pici najsłynniejszymi są ribollita, panzanella czy pappa al pomodoro. Dania te opierają się na warzywach i kawałkach lub pokruszonym chlebie czerstwym – w każdej dobrej restauracji w Toskanii znajdują się one w menu i są przysmakami dla turystów. Na koniec dodam, że pici w innych regionach Włoch nie są znane! Będąc więc w Toskanii należy obowiązkowo to danie dopisać do listy must eat.

Secondo piatto!

Bistecca alla fiorentina – stek wołowy na 6+ To kawał soczystej wołowiny z kością, jedno z najprostszych i najbardziej charakterystycznych drugich dań Toskanii i uczta dla miłośników mięsa. Nie można być w Toskanii i nie spróbować chociażby kawałka bistecca. Sekretem dania jest…jakość mięsa! Tradycyjna bistecca pochodzi wyłącznie z doskonałego, chudego a soczystego mięsa młodego bydła rasy Chianina wypasanej w dolinie Valdichiana (stąd również nazwa – Chianina). Mówi się również, że to rasa etruska – jedna z najstarszych na świecie (białe muskularne bydło było wykorzystywane w pochodach triumfalnych Rzymian i Etrusków).

Mięso to w porównaniu do wołowiny z innych ras bydła, cechuje mniejsza zawartość tłuszczu i cholesterolu, a większa białka co waloryzuje je jeszcze bardziej a w tygodniowym menu dla moich gości jest stałym punktem czwartkowego wieczoru. Przygotowanie wyśmienitego bistecca wymaga wprawy i trzeba bacznie uważać, aby nie przesadzić, gdyż stek musi być miękki i różowy w środku, a jak ktoś woli, nawet krwisty. Najlepiej przygotować steka na grillu czy też w domu na patelni grillowej, a zajmuje to chwilkę, po 5-7 minut z każdej strony, w zależności od grubości kawałka mięsa. Bistecca alla fiorentina-toscana

Bistecca przyprawia się po przyrządzeniu jedynie solą oraz grubo zmielonym pieprzem, nie zapominając o obfitym doprawieniu toskańską oliwią z oliwek extra-virgin. Niejednokrotnie słyszałam od moich gości, również od tych, którzy próbowali steka w Argentynie, że to zdecydowanie najlepszy stek na świecie! Oczywiście warunkiem sine qua non jest, by był idealnie przyrządzony i spożyty w towarzystwie butelki wspaniałego, toskańskiego vino rosso.

Dolce!

Cantucci i Vin Santo Po przekąskach, pierwszym i drugim daniu pora na…dolce! Tradycyjnym toskańskim deserem są cantucci – kruche i twarde ciasteczka z migdałami. Swój niepowtarzalny smak zawdzięczają likierowi Vin Santo, który jest składnikiem ciasta, a potem nieodłącznym towarzyszem przy ich konsumpcji. Klasyczne cantucci wywodzą się z Prato i tam zwane są często jako biscotti di Prato. To przysmak regionalny Toskanii uwielbiany w całej Italii. Przygotowanie tych słodkości nie jest pracochłonne, a co najlepsze ich spożywanie wymaga…wina. Z ciasta na bazie mąki, jajek, cukru, masła i migdałów formuje się wałki, które są krojone po upieczeniu i powtórnie podpieczone -stąd kruchość i twardość ciasteczek.

Cantucci można już kupić u nas i przypadają do gustu jako słodkości przy kawie czy cappuccino ale w Toskanii muszą być smakowane w towarzystwie dobrego Vin Santo, czyli słodkiego i ciężkiego wina o bursztynowej barwie, bogatym aromacie i smaku. Produkcja „Świętego wina” to prawdziwa sztuka, która wymaga czasu i cierpliwości. Jest to bowiem likier uzyskany z suszonych (z reguły w czasie od 1 do 3 miesięcy) białych winogron najczęściej szczepów Trebbiano i Malvasia.

Z racji ogromnej koncentracji i słodyczy moszczu, wino ma wysoką zawartość alkoholu i jest bardzo słodkie. Moszcz bezpośrednio wlewany jest do małych dębowych beczek, w których fermentuje, a które cementuje się i otwiera co najmniej po 3 latach dojrzewania. Vin Santo nie da się pić jak zwykłego wina! Już po małym kieliszku kończy się bowiem odporność na słodycz tego likieru, jednak połączenie z cantucci to wyśmienity deser. Cantucci zanurza się częściowo w likierze, a kiedy wchłonie odrobinę wina i zmięknie, odgryzamy miękki kawałek i delektujemy się smakiem. Niebo w gębie! Cantucci-toscana

Mam nadzieję, że ta kulinarno – życiowa opowieść Danki spodobała się Wam.

Flowers

A ja Was zaproszę do postów, w których Polki mieszkające w Italii polecają Wam lokalne pyszności!

 

Jeśli podobał Ci się tekst, dołącz do mnie na Facebooku. Tam codziennie znajdziesz nowe inspirujące zdjęcia i informacje. Zapraszam także do śledzenia mnie na Instagramie

Uściski ogromne!

Magda

 

Zdjęcia Danusi i jedzenia ©Danuta Indyk

Czarna trufla, Umbria
Previous post
Polki w Italii polecają. Made in Umbria - lokalne produkty spożywcze
IBeer, Fabriano. Piwo rzemieślnicze z regionu Marche
Next post
IBeer. The best italian beer EVER

25 komentarzy

  1. Listopad 18, 2015 at 9:18 am — Odpowiedz

    Niesamowita historia, prawie jak z filmu, tylko że te czarne dni trzeba było przeżyć na sobie. Podziwiam Dankę, ale i z chęcią odwiedziłabym jej siedzibę, bo narobiła mi wielkiego apetytu! 🙂
    Bardzo ciekawy cały cykl, gratuluję pomysłu Magda!

    • Listopad 18, 2015 at 9:29 am — Odpowiedz

      Aniu, dziękuję! Ja mam nadzieję, że kiedyś wpadnę w odwiedziny do Danki i poznam ją osobiście i spróbuję na sobie jej dań. Wiem i chyba mogę troszkę zdradzić, że Danka pracuje teraz nad nowym projektem, autorskim i rusza niebawem pełna parą. Obiecała się podzielić pochwalić i podzielić namiarami, abyśmy wszyscy mogli do niej zaglądać:). Trzymam za nią kciuki, niech Toskania wyjdzie jej tylko na dobre!

  2. ~jAnka
    Listopad 18, 2015 at 10:54 am — Odpowiedz

    A ja byłam u Danusi – Daiany, jak Włosi ją nazywają! Ona chyba ma kilka klonów, bo rano na turystów czeka śniadanie „na wypasie”, zamawiane obiady i kolacje robi własnoręcznie, wieczory z pizzą, czwartkowy stek z otoczką przypominającą dworską ucztę… Miła, ciepła, uprzejma, nieliczni, którzy wiedzą o tragedii, jaka ją spotkała, stawiają ją za przykład – jak można kochać życie i ludzi, nie zamykać się przed światem w kokonie wspomnień i żalu, tylko żyć podwójnie, „na petardzie” (zapożyczone od księdza Kaczkowskiego)… Wielka dziewczyna!

    • Listopad 18, 2015 at 11:00 am — Odpowiedz

      Bardzo dziękuję za Twoje słowa! Wierzę głęboko, że jej pasja bardzo pomogła przetrwać najtrudniejsze chwile i jednocześnie rozwinąć skrzydła. Chyba właśnie teraz jest czas, aby skrzydła zaczęły mocno pracować, bo czeka ją długi lot po swoje szczęście! Życzę jej z całego serca powodzenia i trzymam kciuki za jej własne szczęście, bo zasługuje na nie!

    • ~Monika Błocka
      Listopad 18, 2015 at 6:29 pm — Odpowiedz

      Znam Danusię osobiście. Byłam u niej 3 razy. , pierwszy raz, gdy dopiero co zaczynała z Costim swe życie pod toskańskim niebem. Miejsce, które syworzyła w Cetine Vecchie jest nie bez przesady najpiękniejszym i najcieplejszym miejscem na ziemi, tak ONA to stworzyła. Człowiek czuje się u niej jak u siebie. Wspaniała , wspaniała dziewczyna!
      Danuśka ( tak ja ją nazywam 🙂 )jest Dobrym Duchem tego miejsca i jestem święcie przekonana, że w nowym miejscu UDA JEJ SIĘ NAPEWNO!!!!!, bo jej się po prostu to należy.!!!
      Nie znam osoby, która po tym co ona przeszła, chciała kontynuować dotychczasowe życie.
      A Danusia tak 🙂 mogę śmiało podawać jej osobę jako przykład, że ze zgliszczy można się dźwignąć!
      CUDOWNA JEST TA DANUŚKA 🙂 🙂 🙂

      • Listopad 18, 2015 at 7:14 pm — Odpowiedz

        Bardzo, bardzo dziękuję! Cudowny komentarz, czy można wymarzyć sobie lepszą rekomendację? Danusia jest chyba wniebowzięta!

  3. Listopad 19, 2015 at 2:08 pm — Odpowiedz

    Niesamowita historia. Jak to nasze życie może się potoczyć. Trzymam mocno kciuki za Danusię i ogromnie zazdroszczę życia w Toskanii 🙂

  4. Listopad 19, 2015 at 2:44 pm — Odpowiedz

    A jak można znaleźć agroturissimo Danusi? Proszę o jakieś namiary. Dziękuję 🙂

    • Listopad 19, 2015 at 6:22 pm — Odpowiedz

      Na razie nie ma. Danusia przenosi się właśnie w nowe miejsce. Obiecała dać namiary w 2016 roku.

  5. ~Asia
    Listopad 20, 2015 at 8:23 am — Odpowiedz

    Jak znaleźć agroturissimo Danusi? Chętnie kiedyś skorzystam 🙂

    • Listopad 20, 2015 at 8:32 am — Odpowiedz

      Trzeba poczekać do 2016 roku, Danusia otwiera się w nowej lokalizacji. Ale damy znać wszystkim zainteresowanym, jak tylko będzie wiadomo co i jak:).

  6. ~Beata
    Styczeń 12, 2016 at 2:22 pm — Odpowiedz

    Ja tez poprosze o namiary chetnie tam pojade na tydzien -kocham Toskanie i jestem tam kilka razy w roku:))

    • Styczeń 12, 2016 at 9:41 pm — Odpowiedz

      Jak już tylko Danusia będzie gotowa, podam namiary na jej nową siedzibę.

  7. ~Aneta Wiewiórowska
    Luty 12, 2016 at 3:53 pm — Odpowiedz

    Danusia jest bez wątpienia najmilszą i najbardziej uroczą gospodynią, jaką mieliśmy okazję poznać. Jest osobą niezwykle ciepłą i serdeczną, z fantastycznym podejściem do dzieci. Jej opowieść kulinarna jedynie jedynie wątłym odbiciem smaków, które serwuje! Bardzo serdecznie gratuluję otwarcia nowego agroturismo i mam nadzieję, że uda nam się wkrótce Ją znowu odwiedzić!

  8. ~Marzenka
    Czerwiec 2, 2016 at 11:41 am — Odpowiedz

    Jedziemy do agroturystki w Torrita di Siena Agriturismo Casalbosco Vinciarelli Bruno. Czy może właśnie tam pracuje Danusia? W tej agroturystyce właśnie śniadania ma przygotowywać jakaś pani Danusia, która od kilku lat mieszka w Toskanii. Może to Ona? Jeśli tak, to nie mogliśmy trafić lepiej 🙂

    • Czerwiec 2, 2016 at 11:51 am — Odpowiedz

      Torrita di Siena jest blisko, jednak ta Danusia pracuje w Bettole, w zupełnie innym agriturismo. Obawiam się więc, że nie ma daru bilokacji.

  9. ~Marzenka
    Czerwiec 2, 2016 at 12:00 pm — Odpowiedz

    Tak, pracuje też w Bettole. Miałam do wyboru agriturismo w Bettole albo w Torrita di Siena. W Bettole prowadzi restaurację a w Torrita di Siena tylko oferuje śniadania. Jestem już pewna że to ta sama Danusia. Osoba pośrednicząca w moim wyjeździe do Toskanii, proponowała nawet żeby wpaść do Danusi do Bettole na kolację, bo wspaniale gotuje. Super 🙂

    • Czerwiec 2, 2016 at 12:04 pm — Odpowiedz

      A zatem Danuśka jest jednak wszechmocna :)). Jak będziesz na miejscu koniecznie pozdrów ją ode mnie!

  10. ~Marzenka
    Czerwiec 2, 2016 at 12:09 pm — Odpowiedz

    Jasne, pozdrowię na pewno :). Sprawdziłam teraz na mapie że z Bettole do Torrita jest 5 km, a więc bardzo blisko. Mały jest ten świat jak widać 🙂

  11. ~Teresa
    Czerwiec 16, 2016 at 4:31 pm — Odpowiedz

    Czy może ktoś zna obecny adres Danusi ? chciałabym się wybrać w wakacje

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back

O AUTORZE

SHARE

W Toskanii jest wszystko, co kocham