Via Amerina. Szlakiem św. Franciszka z Asyżu do Rzymu

Gdy artykuł o mojej podróży szlakiem św. Franciszka był gotowy w 99%, stwierdziłam, że coś tu nie gra. Opisałam miasteczka, wymieniłam najważniejsze fakty, organizatorów, podałam niezbędne linki i … zupełnie nie czułam w tym emocji. A przecież cała podróż wiązała się z tyloma przeżyciami. Było szczęście, zaskoczenie, nieśmiałość, radość, zauroczenie, zmęczenie. Podeszłam więc do tematu raz jeszcze.

A jak to się zaczęło? Czyjaś ręka wiele tygodni wcześniej postanowiła nas połączyć na długich siedem dni. Czyjś palec wskazał nazwiska, połączył kreską, zatoczył kółko i stworzył grupę. Jak to w życiu. Ktoś za ciebie zadecydował, kim będzie twój towarzysz podróży bez pytania o poglądy polityczne, religię, orientację seksualną, ilość dzieci, kraj pochodzenia, wiek, kolor skóry … Celem jest droga, a ona przecież łączy.

Nie musisz się ze mną zgadzać. Spokojnie. Ale ubierz wygodne buty i ruszaj ze mną w podróż. Gotowy?

Szlaki  św. Franciszka i św. Benedykta

Nie wiem, kto wpadł na ten pomysł, ale stało się, 4 włoskie regiony: Lacjum, Umbria, Toskania i Marche wraz z ekipą z Umbria Francesco’s Ways, postanowiły działać razem. Idea była mniej więcej taka: ściągnąć ludzi z całego świata, przegonić ich po szlakach przez pola i wioski, porządnie zmęczyć, nakarmić, a potem wysłać w miasto aż do późnych godzin nocnych.

Zaprosili więc 100 osób z 5 kontynentów, aby wędrowały 5 szlakami przez 7 dni szlakami św. Franciszka i szlakiem św. Benedykta. Projekt nazwano Italian Wonder Ways.

I tak, we wrześniu 2016 roku, dziesiątki dziennikarzy i blogerów specjalizujących się w pisaniu o podróżach, zjechało się do Rzymu z najdalszych zakątków świata. Podzielono nas na 5 grup, zapakowano do autokarów i rozwieziono po środkowych Włoszech. Mieliśmy się ponownie spotkać za 5 dni.

Nasze szlaki to:

Via Lauretana z Loreto do Asyżu,
Via di Francesco z La Verna do Rzymu,
Via Amerina z Asyżu do Rzymu,
Via Francigena del Nord z Lukki do Rzymu,
Via Francigena del Sud z Formia do Rzymu,
Camino di Benedetto z Nursji do Cassino.

Via Amerina

Dlaczego piszę Via Amerina? Bo ten szlak przypadł mi w udziale. Moja grupa była mieszanką dziennikarzy, blogerów, pisarzy i speców od Instagrama. Byliśmy także jedyną grupą, w której pielgrzymem było niespełna 3 letnie dziecko, Thaiel.

Grupy nie można puścić samej w świat. Potrzebuje lidera, opiekuna, słowem mamuśki. Naszym aniołem była Agnese Cerquaglia z regionu Umbria. Z nią byliśmy bezpieczni i spokojni, że dojdziemy tam, gdzie mamy dojść i to zgodnie z harmonogramem. Mieliśmy także specjalne wsparcie przewodników ze stowarzyszenia Cammino della Luce, dodatkowo każdego dnia opiekowali się nami lokalni przewodnicy.

Czas jednak na słowo wyjaśnienia.

Nie byliśmy „prawdziwymi” pielgrzymami, nie wędrowaliśmy całego dnia, nie spaliśmy w klasztorach, kościołach, domach pielgrzyma czy u napotkanych po drodze ludzi. Mieliśmy jedynie posmakować szlaku, wędrowaliśmy średnio 15 km dziennie, a następnie zwiedzaliśmy miasteczka, które znajdowały się na trasie. Uczestniczyliśmy w licznych spotkaniach, często będąc zaskakiwani niezwykłym przyjęciem przez mieszkańców miast. Naszą wędrówkę zaczynaliśmy o 8:30, ale dzień kończyliśmy zwykle około północy. Czasu na sen nie zostawało zbyt dużo, ale przecież nie on był tu najważniejszy. Wysłuchaliśmy dziesiątek koncertów, obejrzeliśmy drugie tyle pokazów zręczności lokalnej społeczności, zwiedziliśmy setkę muzeów i oczywiście jedliśmy całe mnóstwo miejscowych przysmaków. Ale czy we Włoszech może być inaczej?

Gościem honorowym Italian Wonder Ways była Ndileka Mandela, wnuczka Nelsona Mandeli, przedstawicielka rodziny Mandeli i Nelson Mandela Foundation, która wędrowała z moją grupą przez 1 dzień, później zniknęła do swoich obowiązków.

Towarzyszyła nam także ekipa filmowców. Wielkie ukłony dla Massimo Molinari, który zrealizował ten trailer, trafnie pokazując emocje, które nam towarzyszyły. Będę zaszczycona, jeśli zechcesz go obejrzeć, to tylko 1 min 35 sek.

A teraz przyszedł czas, aby Wam pokazać, jak to wszystko wyglądało. Oto mapa mojej wędrówki.

Via Amerina, szlak św. FranciszkaAutorką mapy trasy Via Amerina jest Magdalena Żywicka

Miasta, które odwiedziliśmy w czasie naszej wędrówki:

Region Umbria
1. Asyż
2. Avigliano Umbro
3. Castel dell’Aquila
4. Amelia

Region Lacjum
5. Orte
6. Gallese
7. Civita Castellana
8. Vasanello
9. Corchiano
10. Faleria
11. Calcata
12. Falerii Novi
13. Castel Sant’Elia
14. Nepi
16. Santa Savinilla
16. Frascati
17. Rzym

Jak widzicie, sporo miejsc, biorąc pod uwagę, że kilka godzin dziennie schodziło nam na przedzieranie się przez chaszcze, pola i wsie, gdzie oszczekiwały nas miejscowe psy.

Gotowy na więcej szczegółów?

Dzień 1

Rzym – Asyż – Castel dell’Aquila – Avigliano Umbro

To był długi dzień. Przylot do Rzymu, wyjazd do Asyżu, gdzie otrzymaliśmy kartę pielgrzyma, odmówiliśmy wspólnie modlitwę i dostaliśmy błogosławieństwo na drogę. Nie było czasu na zwiedzanie miasta. Gdy dojechaliśmy do umbryjskiego Castel dell’Aquila, dzień miał ku końcowi. Przygrywała nam orkiestra (dali czadu!) i zwiedziliśmy Museo della civiltà contadina, zwiedziliśmy miasteczko z przewodnikiem.

Już po ciemku dojechaliśmy do Avigliano Umbro, gdzie po powitalnej kolacji mogliśmy się udać na spoczynek. Miejsce, Relais Nature La Tenuta Dei Ciclamini, jest po prostu piękne, więc rano wstałam skoro świt, obeszłam cały teren i nakręciłam króciutki film (zobaczycie go poniżej, gdzie omawiam noclegi).

Dzień 2

Castel dell’Aquila – Amelia

Ranek rozpoczęliśmy od wizyty w centrum paleontologii roślin, Centro di Paleontologia Vegetale della Fossile di Dunarobba. Skamieniałe drzewa z tutejszych lasów kopalnych były jedną atrakcją, a nakarmienie nas lokalnymi smakołykami (a przecież godzinę wcześniej jedliśmy  śniadanie) kolejną. Nie, nie da rady być głodnym we Włoszech.

Wróciliśmy do Castel dell’Aquila, bowiem stąd rozpoczynaliśmy naszą pieszą wędrówkę. Miasteczko w pełnym słońcu pokazało swoje piękno. Droga z Castel dell’Aquila do Amelii to pierwszy sprawdzian dla naszych nóg.

Castel dell’Aquil, Umbria, Włochy

Wyruszamy na szlak z Castel dell’Aquila

Wędrowaliśmy przez głuszę, wsie, a zza płotów witały nas psy, osły, owce. Koty jedynie na chwilę otwierały oczy. Pielgrzymi na tej trasie nie są dla nich niczym nadzwyczajnym. Kilka godzin marszu i niespodzianka. Zobaczcie, kto na nas czekał.

Italian Wonder Ways, Umbria 2016

Umbryjskie niespodzianki. Zwróćcie uwagę, na stroje jeźdźców

Lunch zjedliśmy na świeżym powietrzu w miejscu przeznaczonym dla lokalnej społeczności na piknikowanie. Gospodarzem jest Associazione Amici del Rio Grande Amelia. Wody w rzece, przy której odpoczywaliśmy było tak mało, że kaczki chodziły zamiast pływać :).

Czas ruszać dalej, kolej na Amelię. Przecudne miasto, do góry historyczna część ze wspaniałym tarasem widokowym na miasto, bazyliką zapierającą dech, teatrem, podziemiami i wąskimi uliczkami. Spokojnie, tak tego nie zostawię. Czas, jaki tu spędziliśmy był wyjątkowo zapełniony, więc o Amelii będzie jeszcze na tym blogu osobny post. A tymczasem zobaczcie, jaki jest widok z góry.

Italian Wonder Ways, Amelia, Umbria 2016

Amelia, Umbria, widok z centro storico

Dzień 3

Orte – Gallese – Civita Castellana

Między Amelią a Orte, krajobrazy są wyjątkowo piękne. Osobiście uważam, że to jeden z najpiękniejszych przyrodniczo odcinków naszej drogi. Tego dnia mieliśmy niespodziewane towarzystwo, golden retriever, którego nazwaliśmy Speedy. Ponoć jest wielbicielem pielgrzymów i chętnie się dołącza do grup. Przeszedł z nami ponad 10 km sprawiając ogromną przyjemność swoją obecnością. Niestety musieliśmy pożegnać psiaka, gdy autokar zabierał nas do Orte.

Orte jest cudowne w kolory, widoki i miasto w mieście czyli Orte underground – podziemne Orte. Wąska sieć korytarzy i niewielkich sal została oświetlona i dostosowana dla zwiedzających, ale nadal spacer bez przewodnika byłby dość przerażającym przeżyciem. To prawdziwa sieć, nie chciałabym się tu zgubić. Jednak Orte na powierzchni zachwyca mnie dużo bardziej. Jest piękne i koniecznie zapiszcie je sobie na liście „must see”. Żegnaliśmy to miasteczko z żalem, niestety program był napięty, a w Gallese już na nas czekano.

Italian Wonder Ways, Orte, Lacjum 2016

Prześliczne Orte, Lacjum

Gallese to niewielka miejscowość w regionie Lacjum. Przywitała nas orkiestra przed wspaniałym kościołem, Chiesa di San Famiano. Mieszkańcy wiedzieli, że zamiast przegonić nas po mieście lepiej skupić się na pokazaniu tego, co mają najlepsze: siebie – jako wspaniałą społeczność. Każdy z nas otrzymał pięknie przygotowaną modlitwę do św. Famiano. Byłam tym ciepłym przyjęciem zauroczona, a moje serce skradło pewne małżeństwo, które przycupnęło sobie na ławeczce pod kościołem. Ona 82, on 89 lat.

Gallese, Lacjum

Mieszkańcy w Gallese przyjęli nas wspaniale

A jednak dzień się jeszcze nie skończył. Wspaniałe Gallese zostało za nami. Ty też masz czasami dość biegu z miasteczka do miasteczka? Byle zobaczyć, byle odhaczyć, zaliczyć? Ale nie w Civita Castellana. Widok ma miasto ze wspaniałym Museum Forte Sangallo Civita Castellana, pełne młodych ludzi siedzących na murach otaczających miasto i cieszących się wieczorem od razu stawia na nogi. Civita, choć pełne historii, tętni życiem i co krok udowadnia, że warto tu przyjechać.

Civita Castellana, Lacjum

Niesamowita Civita Castellana

Dzień 4

Vallese – Faleria – Calcata

Ten odcinek drogi to wąwozy, podejścia, piękne lasy i mnóstwo leszczyny. Był akurat czas zbiorów orzechów laskowych czego wcześniej nie miałam okazji oglądać. Traktory jeździły ze specjalnymi przyczepkami wypełnione po brzegi orzechami. Zresztą, w czasie tego wyjazdu zjedliśmy chyba ich rekordową ilość.

Vallese to ciekawa miejscowość, choć trafiliśmy akurat na zjazd motocyklistów, więc było dość głośno. Obeszliśmy miasto z przewodnikiem, obejrzeliśmy główne atrakcje miasteczka, ale mnie jak zwykle najbardziej zaciekawiło to, co jest za płotem. Jak to podwórko. Czyż nie jest urocze?

Vallese, Lacjum. Czyjeś podwórko

Spodobało mi się to podwórko w Vallese

W końcu ruszyliśmy na szlak. Odcinek do Falerii był znakomity. Wędrowaliśmy starożytnym fragmentem drogi Via Amerina. To tereny dawniej zamieszkałe przez lud Falisków, po włosku Falisci. Pozostawili po sobie wiele śladów, w tym grobowce wydrążone w skałach. Tu droga była inna, wąwozy, las, trochę podejść pod górę. Wspaniale!

Wąwozy w okolicach Falerii, Lacjum

Wąwozy w okolicach Falerii

Gdy doszliśmy do Falerii ujrzeliśmy miasto, które niegdyś musiało tętnić życiem. Niestety dziś wspaniały zamek jest w ruinie, a mieszkańcy bezskutecznie od lat poszukują inwestora, który zechciałby uratować ich dziedzictwo kulturowe. Życzę im z całego serca, aby w końcu się udało, biorąc jednak pod uwagę ilość zamków w rozsypce we Włoszech, zapewne nie będzie łatwo. To było interesujące spotkanie. I domy też są tu niezwykłe.

Dom w Falerii, Lacjum

Takie domy są w Falerii

Tymczasem na nas czekała już Calcata. Miasteczko, które już dawno powinni być zapomniane, a jednak przed opuszczeniem na dobre, ktoś je uratował. Do dziś mieszkają tu pochodzący z najdalszych zakątków świata artyści. Calcata to miasteczko na tufie, więc jego powierzchnia jest ograniczona. Nie będę się rozpisywać, ponieważ na bogu już opisałam to miasteczko: Calcata – czy to miasto naprawdę istnieje.

Dzień 5

Falerii Novi – Castel Sant’Elia – Nepi – Rzym

Nie sądziłam, że kolejny dzień marszu doprowadzi nas do miejsca tak fascynującego i tajemniczego zarazem. Nie po raz pierwszy zwiedzam kościół, w których symbole odnajduje się latami. Krok po kroku, z układanki powstaje obraz historii Abbazia di S. Maria in Falleri. Całe szczęście, detektywi-pasjonaci coraz lepiej ją poznają. Oszołomiona, ciężko mi się było skupić na dalszej podróży. Tymczasem jechaliśmy dalej, do niezwykłego kościoła w Castel Sant’Elia, a zaraz potem odwiedziliśmy mieszkających w pobliżu polskich księży. Sanktuarium Matki Bożej Skalnej opiekują się księża Michalici ze Zgromadzenia św. Michała Archanioła. Tylko im pozazdrościć widoków, które mają na co dzień.

Castel Sant’Elia

Sanktuarium SS. Maria Ad Rupes , Castel Sant’Elia, Lacjum

Kolejnym przystankiem było miasto wody, Nepi. W pełnym słońcu wczesnego popołudnia wjechaliśmy do miasta, a naszym oczom ukazał się wspaniały zamek z wieżą. Wspięliśmy się na samą górę, by podziwiać Nepi z góry. Zostaliśmy tu chwile dłużej, by cieszyć się urokami także tutejszej kuchni.

Nepi, Lacjum

Nepi, Lacjum, widok z wieży zamku

Choć w każdym z tych miejsc byliśmy zaledwie przez chwilę, wiem, które z nich są warte ponownych odwiedzin, tym razem na spokojnie, w swoim tempie, bez oficjeli, orkiestr i całej tej otoczki. Mieliśmy tak intensywne dni, że myśląc teraz o niektórych, zastanawiam się, gdzie u licha właściwie byłam. Zdjęcia robiłam niemal w biegu :).

Dzień 6

Rzym – Frascati

Rzymski poranek rozpoczęliśmy od wspięcia się na teren Riserva Naturale di Monte Mario, skąd rozpościerał się wspaniały widok na Rzym. Miejsce niezwykle przyjemne, bardzo polecam. Ruszyliśmy dalej. Tego dnia dołączyły do nas niemalże wszystkie osoby, które brały udział w przygotowaniach Italian Wonder Ways, więc były wspólne zdjęcia, dużo radości i tak przeszliśmy ostatnich kilka kilometrów przez zielone tereny Rzymu.

IWWays 2016

Uczestnicy Italian Wonder Ways 2016, na zdjęciu nie zmieścili się wszyscy

Naszym kolejnym przystankiem był kościół San Lazzaro. Co na nas czekało? Lunch na świeżym powietrzu i wspaniały koncert muzyki średniowiecznej. I to w takim towarzystwie.

Chiesa di San Lazzaro, Rzym

Przed Chiesa di San Lazzaro w Rzymie

Popołudnie znów spędziliśmy w drodze, udaliśmy się do prześlicznego Frascati, jednego z Castelli Romani. Mam ogromny sentyment do tego miasta, więc byłam szczęśliwa z powrotu. Pojawiliśmy się w Villa Tuscolana, aby oficjalnie zakończyć Italian Wonder Ways uroczystą kolacją.

Via Amerina Team, IWWays 2016

Via Amerina Team, od lewej: Susana (Portugalia), nasz filmowiec Massimo (Włochy), nasza opiekunka Agnese (Włochy), Dylan (Hongkong), Daniela (Niemcy), Giancarlo (Cammino della Luce, Włochy), Paolo (Włochy), Tobias (Niemcy), Gionata (Włochy), Camilla (Chiny), ja, Olivia (Niemcy), Dino (Argentyna). Zdjęcie dzięki uprzejmości Susany.

Nareszcie możecie poznać moją grupę. Od lewej:

Susana jest dziennikarką. Ktoś jej powiedział, że jeśli chce pisać bloga, musi to robić w sposób absolutnie wyjątkowy. Wzięła sobie te słowa do serca. Pisze naprawdę dużo. Zdobyła już wiele nagród, jest ambasadorką linii lotniczych, ciągle w podróży i ciągle z tym przepięknym uśmiechem na twarzy. Jej ojczyzną jest Portugalia.

Massimo, nasz filmowiec. Niesamowita postać.

Agnese, nasza opiekunka, pilotka, liderka, poganiaczka, anioł.

Dylan pochodzi z Hongkongu, jednak od lat mieszka w Londynie, gdzie ukończył geologię. Dlaczego więc jego jego zainteresowania powędrowały w kierunku jedzenia? Działa intensywnie w ruchu Slow Food, uwielbia każdy smak rozkładać na drobne składowe, poszukując tego, co je połączyło i stworzyło – lub nie, ideał. W czasie wędrówki łączył się ze swoją szwedzką narzeczoną, by mogła wędrować razem z nami choć przez kilka minut. 

Daniela jest Niemką od lat mieszkającą to tu, to tam. Ostatnio na dłużej zatrzymał się w USA. Nie tęskni za krajem, za napięciem w pracy, deadlinami, ciągłym „szybciej, więcej”. Rzuciła to, bo zorientował się, że nie tędy droga. Przynajmniej nie jej droga. Teraz podróżuje i z radością odkrywa, że „zdobyte” w pracy zmarszczki wyprostowały się i że wreszcie może być sobą.

Giancarlo, twórca stowarzyszenia Cammino della Luce. Via Amerina jest taka, jak jest dzięki jego staraniom.

Paolo. Dziennikarz radiowy, prywatnie piszący bloga o podróżach po Włoszech z dziećmi. Stworzony, by mówić, świetnie się czuł przed kamerą, od razu zjednywał sobie ludzi. I to nie tylko dlatego, że jest Włochem. Jest także pisarzem, wydał kilka książek o podróżach komunikacją publiczną po Włoszech.

Tobias. Spokojny, stateczny, niezwykle kulturalny, ale gdy tylko muzyka zaczynała brzmieć w pobliżu, nogi same rwały mu się do tańca. Ciągle uśmiechnięty, dziś jest dyrektorem jednego z najważniejszych kin w Berlinie. Tak, tak, Tobias jest naszym zachodnim sąsiadem.

Gionata, który specjalnie dla rozwinięcie swojego instagrama, wziął półroczny urlop od swojej pracy w banku. I idzie mu naprawdę świetnie! Dzięki niemu, na nowo podeszłam do swojego instagrama. Zainspirował mnie do zmian i już mam efekty.

Z Chin przyleciała Camille. Pisze o podróżach, modzie, co roku uczestniczy w tygodniu mody w Paryżu. Wygląda na góra 23 lata. Jest drobna, piękna, uśmiechnięta i lekko nieśmiała. Pielgrzymka to nie do końca jej świat, ale rozkręciła się. Gdy na końcu podróży zdradziła nam swój wiek, oniemiałam. Dlaczego nie jestem Azjatką?

ja

Myślałam, że Olivia jest kolejną Niemką w drużynie, ale ku wielkiej radości okazało się, że jest także Polką. Jej rodzice nie wyrzekli się języka ojczystego mimo wielu lat życia na emigracji, z córka wciąż rozmawiają po polsku. Jest zakochana w swojej pracy, która pozwala jej podróżować po całym świecie. Nie ma się co dziwić, wielu z nas zamieniłoby się z nią miejscem. Olivia była naszym światełkiem młodości i radości. Non stop uśmiechnięta. No to jak, bardziej Polka czy Niemka? A może ma włoską duszę?

Dino nauczył się magicznych sztuczek. Kiedyś wpadła mu w ręce książka o magii. Przypadek? Zaczął sobie coś tam ćwiczyć i okazało się, że ma do tego dar. Teraz, gdy w podróży potrzebują pieniędzy, robi przedstawienie. Ludzie chętnie płacą za pokaz, bo w końcu to „magia”. Nas też czarował, uśmiechem, radością życia i sztuczkami, a jakże. Zawsze pytaliśmy “jak to robisz”? Na zdjęciu brakuje żony Dino, Aldany oraz synka Thaiela.

 

Dzień 7

Rzym

Ostatniego dnia zaplanowano audiencję u papieża. Niestety ogarnięcie grupy 100 osób po przeciągającej się kolacji pożegnalnej poprzedniego wieczoru i korki między Frascati a Rzymem, skutecznie nas opóźniły. Gdy dotarliśmy na Plac św. Piotra, środowe spotkanie papieża Franciszka z wiernymi już trwało i ciężko było się przeciskać na krzesła zarezerwowane specjalnie dla nas. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, mieliśmy trochę czasu na Rzym. Czy może być coś piękniejszego?

Plac Świętego Piotra, Watykan

Watykan, środowa audiencja na Placu św. Piotra

Przewodnicy Via Amerina z Cammino della Luce

Giancarlo Guerrini, Cammino della LuceGiancarlo Guerrini to twórca organizacji Cammino della Luce, wybitny znawca szlaku Via Amerina, pielgrzym, to dzięki jego organizacji, szlak jest naprawdę dobrze oznakowany. Jest także autorem książki „Il cammino della luce. A piedi sulla Via Amerina”, która jest dostępna w języku włoskim i angielskim i jest całkowicie poświęcona szlakowi Via Amerina. Pochwalę się, że książkę mam z autografem autora.

email: guerrinigancarlo@yahoo.it

Flavia Corsano, Cammino della LuceFlavia Corsano, współpracuje z Giancarlo, szlak Via Amerina przemierzyła setki razy wspierając pielgrzymów, a także pracując jako tłumaczka i przewodniczka. O dziecka dwujęzyczna, dzięki brytyjskiej mamie, jest autorką anglojęzycznej wersji książki autorstwa Giancarlo Guerrino poświęconej Via Amerina.

email: flavia.corsano@alice.it

Noclegi

W czasie całej wyprawy nocowaliśmy w kilku fantastycznych miejscach, oto one:

Avigliano Umbro,  Relais Nature La Tenuta Dei Ciclamini

Duży kompleks hotelowy we wspaniałym stylu. Bardzo wygodne pokoje, pięknie urządzone. Hotel zlokalizowany w czarującym miejscu, do którego prowadzi aleja cyprysowa, a za płotem pasą się spokojnie konie. Miejsce marzenie. Polecam każdemu, także na duże imprezy, jak wesele. Świetne śniadania, kolacje i … tak, w ekipie restauracji była pani z Polski. Kilka ujęć z mojej komórki.

Amelia, La Gabelletta

Hotel położony przy drodze, jednak ogrodzony murem, dzięki czego jest łatwo dostępny i jednocześnie cichy. Poza centrum historycznym miasta. Wspaniałe apartamenty i pojedyncze pokoje, odkryty basem i piękny ogród pełen wygodnych leżaków, foteli czy hamaki sprawiają, że nie chce się stamtąd wyjeżdżać. Wspaniale urządzona restauracja. Oto krótki filmik, jaki nagrałam w ogrodzie.

Civita Castellana, Hotel Relais Falisco

W hotelu spędziliśmy 2 noce i wspominam niezwykle ciepło poranny śpiew ptaków za oknem (pod warunkiem, że się je uchyliło), świetną restaurację, bar z pysznymi przekąskami i dobre śniadania z rewelacyjną kawą. Pokoje przecudne, a lokalizacja samego hotelu kapitalna! Bardzo polecam.

Civita Castellana, Hotel Relais Falisco

Frascati, Grand Hotel Villa Tuscolana

To miejsce było moim marzeniem od 1998 roku. Zdziwieni? Cóż, waśnie w tym roku spędziłam we Frascati kilka miesięcy, a z tarasu mojego ówczesnego miejsca zamieszkania, rozpościerał się widok na co? No jasne, na Villa Tuscolana. Wówczas nie było szans, aby być gościem tego niezwykłego hotelu, musiałam na to poczekać … 18 lat! Ten krótki powrót do Frascati był dla mnie więc wyjątkowy. Z tarasów Frascati rozpościera się przecudny widok na Rzym, a samo miasto jest pełne uroku, wspaniałych uliczek, cudownego parku z Villa Torlonia, fontannami, słynnym winem Frascati i oczywiście kanapką z porchetta. Z widok z Villa Tuscolana? Musicie to sami zobaczyć, jest zwyczajnie obłędny.

To była podróż pełna smaków, wręcz rozkoszy podniebienia, wybuchów śmiechu i ogromnej ciekawości drugiego człowieka. A wystarczyło kilka godzin marszu. Kilka godzin marszu przez 7 dni szlakiem, którym kilka stuleci temu wędrował św. Franciszek. Nie był wówczas świętym, ale szybko ludzie się zorientowali, że jest niezwykłym gościem. A teraz ja, idąc jego śladem setki lat później, przedzieram się przez zarośla, przeskakuję przez strumienie, odpoczywam w cieniu gigantycznego dębu. Idę i cieszę się rozmową, bo w dobie wiecznego zapatrzenia w smartfony, niespieszna rozmowa staje się czymś wyjątkowym. Doceniam więc każdą podarowaną mi minutę uwagi.

Pozdrawiam Was najserdeczniej,

Magda

ps. Grupa wędrująca szlakiem św. Benedykta startowała z Nursji, spod Bazyliki Św. Benedykta, która zaledwie miesiąc później, w wyniku trzęsienia ziemi, uległa zawaleniu.

 

Piza, widok z Krzywej Wieży, Toskania
Previous post
Jak zostałam okradziona w Pizie. Moja historia
Palestrina, Lacjum, Włochy
Next post
Ucieczka z Rzymu. Palestrina

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

Back

O AUTORZE

SHARE

Via Amerina. Szlakiem św. Franciszka z Asyżu do Rzymu